Sobota, 26 maja 2007
Kategoria We dwoje - ja i mój rowerek ;))), góry
Ustroń - Brenna - Przełęcz
Ustroń - Brenna - Przełęcz Karkoszczonka (736) - Szczyrk - Skrzyczne (1257) - Małe Skrzyczne (1211) - Malinowska Skała (1152) - Gawlas (1077) - Wisła - Ustroń
Trasa poświęcona mojej Ś.P. Mamie - w Dzień Matki.
Wyruszyłam z Ustronia czerwonym szlakiem, który prowadzi na Równicę. Według mapy można było odbijając od tego szlaku w lewo objechać Równicę bliziutko i trafić do miejscowości Górki Małe...
Niestety mapa nie wzięła pod uwagę, że na drodze Pan postawił garaż i ogrodził swój prywatny teren :(

Więc klapa. Po błądzeniu dojechałam do Brennej... ;)
Po drodze mijałam piękny, ewangelicki cmentarz

położony w takiej pięknej okolicy ;)

Tuż obok był "zwykły" cmentarz - ale tego szkoda było focić bo jak zwykle rewia mody w stawianiu pomników :/
Brenna

Podróż do Brennej zajęła mi aż godzinę ;/ więc "zmęczona" zasiadłam w Brennej pod namiotem... Brackiego ;P
No tak - dzień "ładnie" się zaczyna od piwka.... ;D
Ale po wypiciu ruszyłam żółtym szlakiem na Przełęcz Karkoszczonkę (736) więc wypity płyn szybciutko wyszedł z mojego organizmu każdym moim porem ;))))
Na żółtym szlaku

Dzięki takim podjazdom / podejściom pot lał się strumieniami ;)

Na Przełęczy stały dwa rowerki, z "zakręconą kierownicą", tzn - skręcasz w prawo a rower jedzie w lewo ;)))))

Bo jakaś ekipa "bawiła się" - chyba "szkolenie" pracowników ;))))

Posiedziałam parę chwil i popedaliłam w dół żółtym szlakiem do Szczyrku ;)
W Szczyrku "para relaksu" i wjazd na Skrzyczne (1257).
I tu znowu mapa dała ciała :(...wrrr.......
Postanowiłam jechać na Skrzyczne "dziewiczym" jak dla mnie szlakiem rowerowym - pięknie oznaczonym na mojej mapie ;D
Po jakimś czasie zaczął mi się nie podobać - nieoznaczony i teren masakrujący.... a gdzie było płasko tam był taki oto znak:

Nie miałam ochoty spotkać się z "luźno biegającym pieskiem" więcruszyłam w górę prowadząc rower bo niestety szlak był do .... bani - zdewastowany kłodami ściąganymi na dół :(
Po drodze ładne widoki ;D

Nie dało się podjechać - stromo, dziury i moje opony ślizgające się w błocie ;/
I już miałam zrezygnować i jechać albo na Klimczok albo moją wypróbowaną trasą na Skrzyczne gdy miły Pan, który schodził z góry powiedział do mnie:
"Śliczna pani niech pani zawróci, bo nie da rady pani nawet wprowadzić ani wnieść tam roweru - wiem co mówię - sam jeżdżę na rowerze i schodząc tędy nie widziałem ani jednego rowerzysty".
No to w tym momencie Pan przyczynił się do tego, że nie zawróciłam - zadziałały na mnie te słowa jak płachta na byka: "Co ja - Kosmacz nie dam rady?" Oj ta moja kobieca duma i zawzięcie ;P
Po jakimś czasie, wspinając się z rowerkiem w górę dotarłam do niebieskiego, pieszego szlaku, którym dało się już jechać - było ciężko ale PIĘKNIE ;))))) To się nazywa wysiłek i jazda w terenie ;D


Było BOSKO - upał i ten podjazd... mniam ;)
I te widoki ;D
W oddali maszt na Skrzyczne ;D jeszcze "tylko troszkę" ;)


Szczyt już blisko - jakaś msza ;D

Zagadał do mnie nawet ksiądz, z ciekawym pytaniem:"Pani tu na rowerze wjechała?" hehehehe Gdy przytaknęłam powiedział, że "podziwiać tylko" ;D
Ja wolałabym porozmawiać z przystojnymi GOPRowcami ale cóż... spieszyło mi się ;D

Blisko coraz bliżej... Pan, który schodził mówi do mnie: "Już blisko" A ja na to:"To dobrze, jest szansa, że przeżyję ;)" Pan na szczęście zrozumiał mój żart - nie rzucił się na mnie by mnie reanimować ;)

Cel osiągnięty - szczytuję na Skrzycznym ;))) (piwo bezalkoholowe //oczko)

Mała / Wielka Turystka na Skrzycznym

Siedząc na szczycie wsłuchiwałam się w odgłosy burzy..... "zdążę" myślę sobie "burza gdzieś daleko"...
Poratowałam bikera, który złapał kapcia i nie miał ani łatek ani dętki więc dałam mu łatkę i pożyczyłam łyżkę do opon oraz pompkę ;)))
Biker z kumplem wjechali wyciągiem na downhillach i po 100 metrach zjazdu zaliczył kapcia ;/
Szczęście w nieszczęściu, że byłam tam i miałam łatki ;)
Pogadaliśmy troszkę i ruszyłam dalej - zielonym szlakiemw kierunku Malinowskiej Skały.
Jadąc, zastanawiałam się czy na Malinowskiej skręcić na Przełęcz Salmopolską by zdążyć przed burzą czy jechać dalej i dopiero później odbić do Wisły.
W sumie miałam dość zjazdó w terenie - wolę podjazdy - zbyt długie i trudne technicznie zjazdy męczą mnie psychicznie ;)
Gdy jechałam dogonił mnie biker z Bytomia, pogadaliśmy trochę polecił mi żółty szlak do Wisły - piękne widoki i łagodny zjazd...
Posłuchałam Go. Przez Malinowską Skałę (1152)

i dalej...

Trasa naprawdę była piękna...
To co, że burza była tuż - tuż, to co, że jechałam sama jak palec, to co, że godzina nie była wczesna (około 16:00), to co, że gubiłam szlak i wracałam się spowrotem by go odnaleźć...
Skrzyczne zostawiam daleko w tyle ;)

W pewnym momencie wpadam w panikę - myślę, że minęłam szlak, którym miałam zjeżdżać do Wisły i "uderzam" w kierunku Baraniej Góry (1214) :((((


Na szczęście oczom moim ukazuje się drogowskaz, o którym marzyłam przez ostatnie minuty ;)

Nie było PIĘKNIE było ZAJE.. WYJE... SUPER, PRZEPIĘKNIE.
Nie wiem dlaczego była to najpiękniejsza wycieczka w moim życiu. Być może mówię tak bo ta wycieczka jest "świeża", być może wcześniejsze wycieczki w górach przykrył kurz...
Nie wiem co się przyczyniło ale było PRZEPIĘKNIE.
Nawet zjazd był rewelacyjny - uwielbiam takie zjazdy - proste z elementami trudniejszymi technicznie ;))))
Ważne dla mnie by te trudniejsze momenty nie były za długie - bo wtedy panikuję i zsiadam z roweru ;( Na tej trasie było w sam raz - na tyle krótkie by nie spanikować a na tyle długie by poczuć smak adrenaliny ;)))
Zjeżdżając, miałam nad sobą burzę, nie powiem, że się nie bałam ale może ona właśnie mnie zmobilizowała do tego by nie zsiąść z roweru, by dzielnie pokonywać trudniejsze odcinki ;))))
Na koniec oczywiście pogubiłam szlak i zjechałam do Wisły Malinki ;)
Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło - zobaczyłam wielką inwestycję - budowę skoczni narciarskiej w Malince ;)

Pozdrawiam wszystkich serdecznie ;))))
Trasa poświęcona mojej Ś.P. Mamie - w Dzień Matki.
Wyruszyłam z Ustronia czerwonym szlakiem, który prowadzi na Równicę. Według mapy można było odbijając od tego szlaku w lewo objechać Równicę bliziutko i trafić do miejscowości Górki Małe...
Niestety mapa nie wzięła pod uwagę, że na drodze Pan postawił garaż i ogrodził swój prywatny teren :(

Więc klapa. Po błądzeniu dojechałam do Brennej... ;)
Po drodze mijałam piękny, ewangelicki cmentarz

położony w takiej pięknej okolicy ;)

Tuż obok był "zwykły" cmentarz - ale tego szkoda było focić bo jak zwykle rewia mody w stawianiu pomników :/
Brenna

Podróż do Brennej zajęła mi aż godzinę ;/ więc "zmęczona" zasiadłam w Brennej pod namiotem... Brackiego ;P
No tak - dzień "ładnie" się zaczyna od piwka.... ;D
Ale po wypiciu ruszyłam żółtym szlakiem na Przełęcz Karkoszczonkę (736) więc wypity płyn szybciutko wyszedł z mojego organizmu każdym moim porem ;))))
Na żółtym szlaku

Dzięki takim podjazdom / podejściom pot lał się strumieniami ;)

Na Przełęczy stały dwa rowerki, z "zakręconą kierownicą", tzn - skręcasz w prawo a rower jedzie w lewo ;)))))

Bo jakaś ekipa "bawiła się" - chyba "szkolenie" pracowników ;))))

Posiedziałam parę chwil i popedaliłam w dół żółtym szlakiem do Szczyrku ;)
W Szczyrku "para relaksu" i wjazd na Skrzyczne (1257).
I tu znowu mapa dała ciała :(...wrrr.......
Postanowiłam jechać na Skrzyczne "dziewiczym" jak dla mnie szlakiem rowerowym - pięknie oznaczonym na mojej mapie ;D
Po jakimś czasie zaczął mi się nie podobać - nieoznaczony i teren masakrujący.... a gdzie było płasko tam był taki oto znak:

Nie miałam ochoty spotkać się z "luźno biegającym pieskiem" więcruszyłam w górę prowadząc rower bo niestety szlak był do .... bani - zdewastowany kłodami ściąganymi na dół :(
Po drodze ładne widoki ;D

Nie dało się podjechać - stromo, dziury i moje opony ślizgające się w błocie ;/
I już miałam zrezygnować i jechać albo na Klimczok albo moją wypróbowaną trasą na Skrzyczne gdy miły Pan, który schodził z góry powiedział do mnie:
"Śliczna pani niech pani zawróci, bo nie da rady pani nawet wprowadzić ani wnieść tam roweru - wiem co mówię - sam jeżdżę na rowerze i schodząc tędy nie widziałem ani jednego rowerzysty".
No to w tym momencie Pan przyczynił się do tego, że nie zawróciłam - zadziałały na mnie te słowa jak płachta na byka: "Co ja - Kosmacz nie dam rady?" Oj ta moja kobieca duma i zawzięcie ;P
Po jakimś czasie, wspinając się z rowerkiem w górę dotarłam do niebieskiego, pieszego szlaku, którym dało się już jechać - było ciężko ale PIĘKNIE ;))))) To się nazywa wysiłek i jazda w terenie ;D


Było BOSKO - upał i ten podjazd... mniam ;)
I te widoki ;D
W oddali maszt na Skrzyczne ;D jeszcze "tylko troszkę" ;)


Szczyt już blisko - jakaś msza ;D

Zagadał do mnie nawet ksiądz, z ciekawym pytaniem:"Pani tu na rowerze wjechała?" hehehehe Gdy przytaknęłam powiedział, że "podziwiać tylko" ;D
Ja wolałabym porozmawiać z przystojnymi GOPRowcami ale cóż... spieszyło mi się ;D

Blisko coraz bliżej... Pan, który schodził mówi do mnie: "Już blisko" A ja na to:"To dobrze, jest szansa, że przeżyję ;)" Pan na szczęście zrozumiał mój żart - nie rzucił się na mnie by mnie reanimować ;)

Cel osiągnięty - szczytuję na Skrzycznym ;))) (piwo bezalkoholowe //oczko)

Mała / Wielka Turystka na Skrzycznym

Siedząc na szczycie wsłuchiwałam się w odgłosy burzy..... "zdążę" myślę sobie "burza gdzieś daleko"...
Poratowałam bikera, który złapał kapcia i nie miał ani łatek ani dętki więc dałam mu łatkę i pożyczyłam łyżkę do opon oraz pompkę ;)))
Biker z kumplem wjechali wyciągiem na downhillach i po 100 metrach zjazdu zaliczył kapcia ;/
Szczęście w nieszczęściu, że byłam tam i miałam łatki ;)
Pogadaliśmy troszkę i ruszyłam dalej - zielonym szlakiemw kierunku Malinowskiej Skały.
Jadąc, zastanawiałam się czy na Malinowskiej skręcić na Przełęcz Salmopolską by zdążyć przed burzą czy jechać dalej i dopiero później odbić do Wisły.
W sumie miałam dość zjazdó w terenie - wolę podjazdy - zbyt długie i trudne technicznie zjazdy męczą mnie psychicznie ;)
Gdy jechałam dogonił mnie biker z Bytomia, pogadaliśmy trochę polecił mi żółty szlak do Wisły - piękne widoki i łagodny zjazd...
Posłuchałam Go. Przez Malinowską Skałę (1152)

i dalej...

Trasa naprawdę była piękna...
To co, że burza była tuż - tuż, to co, że jechałam sama jak palec, to co, że godzina nie była wczesna (około 16:00), to co, że gubiłam szlak i wracałam się spowrotem by go odnaleźć...
Skrzyczne zostawiam daleko w tyle ;)

W pewnym momencie wpadam w panikę - myślę, że minęłam szlak, którym miałam zjeżdżać do Wisły i "uderzam" w kierunku Baraniej Góry (1214) :((((


Na szczęście oczom moim ukazuje się drogowskaz, o którym marzyłam przez ostatnie minuty ;)

Nie było PIĘKNIE było ZAJE.. WYJE... SUPER, PRZEPIĘKNIE.
Nie wiem dlaczego była to najpiękniejsza wycieczka w moim życiu. Być może mówię tak bo ta wycieczka jest "świeża", być może wcześniejsze wycieczki w górach przykrył kurz...
Nie wiem co się przyczyniło ale było PRZEPIĘKNIE.
Nawet zjazd był rewelacyjny - uwielbiam takie zjazdy - proste z elementami trudniejszymi technicznie ;))))
Ważne dla mnie by te trudniejsze momenty nie były za długie - bo wtedy panikuję i zsiadam z roweru ;( Na tej trasie było w sam raz - na tyle krótkie by nie spanikować a na tyle długie by poczuć smak adrenaliny ;)))
Zjeżdżając, miałam nad sobą burzę, nie powiem, że się nie bałam ale może ona właśnie mnie zmobilizowała do tego by nie zsiąść z roweru, by dzielnie pokonywać trudniejsze odcinki ;))))
Na koniec oczywiście pogubiłam szlak i zjechałam do Wisły Malinki ;)
Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło - zobaczyłam wielką inwestycję - budowę skoczni narciarskiej w Malince ;)

Pozdrawiam wszystkich serdecznie ;))))
- DST 64.17km
- Teren 40.00km
- Czas 05:47
- VAVG 11.10km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 25 maja 2007
Kategoria We dwoje - ja i mój rowerek ;))), góry
Ustroń Zdrój - Ustoń Polana
Ustroń Zdrój - Ustoń Polana - Równica (884) - Beskidek (700) - Orłowa (813) - Brenna - Górki Male - Ustroń - Wisła - Ustroń ;)
Dzisiejszy cel - Równica, później w planach Przełęcz Beskidek (662) - Orłowa (813) - Trzy Kopce (803) Przełęcz Salmopolska.....
Plany - jak zwykle (ostatnio) spaliły na panewce... Ale od początku ;)
Wyruszyłam szlakiem rowerowym z Ustronia Zdroju do Ustronia Polany ;)

Piękne widoki... jak ja kocham góry ;) //zakochana ;P




W drodze na Równicę ;)

Widok z Równicy na Extreme Park oraz na Czantorię ;)

Extreme Park raz jeszcze ;)

Dalej niebieskim szlakiem w kierunku Trzech Kopcy - piękny szlak ;D MIODZIO ;))))



Jakież było moje zdziwienie gdy "po doczłapaniu się" na Orłową, mając w myślach, oczach i na języku "coś słodkiego" i piwko w schronisku na Orłowej zobaczyłam tabliczkę "TEREN PRYWATNY"....
Rozpacz tymbardziej, że na śniadanie wypiłam tylko dwie szklanki maślanki :((((
I tu psychika siadła - wiedziałam, że nie dojadę tam gdzie planuję - po górach bez popasu ;)))
Więc postanowiłam żółtym szlakiem zjechać do Brennej ;)

Szlak oczywiście zgubiłam ;)
I przyszło mi zjeżdżać po drodze, po której ściągają drzewa - było ostro ;)))))

Zjechałam do Brennej

I zrobiłam sobie popas planując dalszą trasę ;)))) I pijąc moje ulubione pifffko w górach ;)))

Postanowiłam dojechać do Ustronia i następnie szlakiem WTR do końca nad jezioro Czerniańskie ;)
Mostek ;))))again ;P

Jak utopić Renówkę (ktoś tu na Bikestats wspominał, że ma Renaulta ;D);)))))))) Szybki kurs w 4 sekundy ;))))))))))
Podjeżdżamy do rzeki ;D
...
Powolutku zanurzamy się w rzece - okna pozostawiamy oczywiście otwarte ;D

Dalej zanurzamy się w rzece....

I bul bul buuuuulllll

O! cholewcia nie udało się ;D

;))))))))
O jak tu pięknie ;)


Kościół w Ustroniu.... a chmurzyska zaczynają straszyć :(((

Mostek po raz pierwszy ;P


Ktoś, za pomocą białej farby, zrobił sobie fajny żart ;))))

Oj chmurzyska coraz straszliwsze ;)

Mostek, "lekko" przerdzewiały ;)

Zaczęło padać - na początku byłam zachwycona - ciepły deszczyk na moje spalone słońcem ręce - więc jechałam zadowolona - ludzie patrzyli się jak na nienormalną spod parasoli i płaszczy przeciwdeszczowych ;)
Wisła

Później już rozlało się na dobre - i zaczęło mi być zimno... więc zawróciłam w kierunku "miejsca zakwaterowania" - do Ustronia ;)

I tak było PIĘKNIE!!!!!!! ;))))))))))))))
Ech... A co mi tam....
Obraz nędzy i rozpaczy..... upaprana, przemoknięta, spalona słońcem ale SZCZĘSLIWA ;))))

P.S. To czarne na nogach to błoto a nie włosy, hihihihihi;)))))
Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających ;)
Dzisiejszy cel - Równica, później w planach Przełęcz Beskidek (662) - Orłowa (813) - Trzy Kopce (803) Przełęcz Salmopolska.....
Plany - jak zwykle (ostatnio) spaliły na panewce... Ale od początku ;)
Wyruszyłam szlakiem rowerowym z Ustronia Zdroju do Ustronia Polany ;)

Piękne widoki... jak ja kocham góry ;) //zakochana ;P




W drodze na Równicę ;)

Widok z Równicy na Extreme Park oraz na Czantorię ;)

Extreme Park raz jeszcze ;)

Dalej niebieskim szlakiem w kierunku Trzech Kopcy - piękny szlak ;D MIODZIO ;))))



Jakież było moje zdziwienie gdy "po doczłapaniu się" na Orłową, mając w myślach, oczach i na języku "coś słodkiego" i piwko w schronisku na Orłowej zobaczyłam tabliczkę "TEREN PRYWATNY"....
Rozpacz tymbardziej, że na śniadanie wypiłam tylko dwie szklanki maślanki :((((
I tu psychika siadła - wiedziałam, że nie dojadę tam gdzie planuję - po górach bez popasu ;)))
Więc postanowiłam żółtym szlakiem zjechać do Brennej ;)

Szlak oczywiście zgubiłam ;)
I przyszło mi zjeżdżać po drodze, po której ściągają drzewa - było ostro ;)))))

Zjechałam do Brennej

I zrobiłam sobie popas planując dalszą trasę ;)))) I pijąc moje ulubione pifffko w górach ;)))

Postanowiłam dojechać do Ustronia i następnie szlakiem WTR do końca nad jezioro Czerniańskie ;)
Mostek ;))))again ;P

Jak utopić Renówkę (ktoś tu na Bikestats wspominał, że ma Renaulta ;D);)))))))) Szybki kurs w 4 sekundy ;))))))))))
Podjeżdżamy do rzeki ;D
...
Powolutku zanurzamy się w rzece - okna pozostawiamy oczywiście otwarte ;D

Dalej zanurzamy się w rzece....

I bul bul buuuuulllll

O! cholewcia nie udało się ;D

;))))))))
O jak tu pięknie ;)


Kościół w Ustroniu.... a chmurzyska zaczynają straszyć :(((

Mostek po raz pierwszy ;P


Ktoś, za pomocą białej farby, zrobił sobie fajny żart ;))))

Oj chmurzyska coraz straszliwsze ;)

Mostek, "lekko" przerdzewiały ;)

Zaczęło padać - na początku byłam zachwycona - ciepły deszczyk na moje spalone słońcem ręce - więc jechałam zadowolona - ludzie patrzyli się jak na nienormalną spod parasoli i płaszczy przeciwdeszczowych ;)
Wisła

Później już rozlało się na dobre - i zaczęło mi być zimno... więc zawróciłam w kierunku "miejsca zakwaterowania" - do Ustronia ;)

I tak było PIĘKNIE!!!!!!! ;))))))))))))))
Ech... A co mi tam....
Obraz nędzy i rozpaczy..... upaprana, przemoknięta, spalona słońcem ale SZCZĘSLIWA ;))))

P.S. To czarne na nogach to błoto a nie włosy, hihihihihi;)))))
Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających ;)
- DST 69.32km
- Teren 35.00km
- Czas 05:19
- VAVG 13.04km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 24 maja 2007
Kategoria Ponad 100 km ;), We dwoje - ja i mój rowerek ;)))
Dąbrowa Górnicza - Kazimierz
Dąbrowa Górnicza - Kazimierz - Maczki - Szczakowa - Jaworzno - Jeleń - Imielin - Lędziny - Bieruń - Pszczyna - Goczłkowice - Skoczów - Ustroń
Teren tutaj oznacza coś innego jak asfalt - czyli szuter, drogi leśne i trawiaste ;)
MINISTER ZDROWIA OSTRZEGA - W OPISIE WYCIECZKI BĘDZIE DUŻA ILOŚĆ ZDJĘĆ PRZEDSTAWIAJĄCYCH MOSTY ORAZ GÓRY NIEKTÓRZY MOGĄ TEGO NERWOWO NIE WYTRZYMAĆ, WIĘC LUDZI O SŁABYCH NERWACH PROSZĘ O JAK NAJSZYBSZE ZAMKNIĘCIE TEGO BLOGA ;))))
Wyruszyłam o godzinie 5:30 zamiast o planowanej 4:30 i to nie była jedyna zmiana w tym dniu...
Mój wyimaginowany plan to przejechanie istniejącej już (sprawdziłam w necie;)) Wiślańskiej Trasy Rowerowej (WTR) z Lędzin do Wisły.
W Lędzinach nie znalazłam WTR, być może za słabo szukałam... więc pojechałam do Bierunia...
I tu też klapa :(
Gdzieś w trasie....
Pomiędzy pierwszym zdjęciem

a drugim....

powinien być most - moja ulubiona konstrukcja ;)
Kościół w....... :D

Z Bierunia przez Bojszowy...

podziwiając kolejny most ;) ...

Pierwszy popas w Międzyrzeczu na 53 kilometrze - na śniadanie "zjadłam" szklankę kefiru, więc brzusio domagał się jedzonka ;)

..do Pszczyny



W Pszczynie wizyta w Biurze Informacji Turystycznej. Dziewczyny nie były zorientowane w temacie gdzie zaczyna się WTR ;)))
Zakupiłam mapkę za 5 zł... w sumie niepotrzebną ale dzięki niej znalazłam WTR ;)

Zadowolona ruszyłam szlakiem...
Pomnik mijany po drodze
"Tu spoczywają Polacy rostrzelani przez Hitlerowców w Parku Pszczyńskim w Cierniowych dniach września 1939 r. Sprowadzeni do tej mogiły honorowej przez społeczeństwo pszczyńskie w dniu 10 listopada 1945r."
Czy nie powinno być rozstrzelani????

Dalej do Goczałkowic...
W Goczałkowicach rozmowa i chwilowa jazda z bikerem z Katowic.




Po czym jeżdżenie szlakami WTR przez 3 godziny po Goczłkowicach :((((((((((((((( szlag mnie trafiał ;(((((((((
Proponowany punkt odpoczynku...

brzmi ładnie... wygląda jeszcze ładniej

No i taki widok mnie spotkał...


Hmm... a gdzie dalsza trasa???
Most ;)

W Czechowicach - Dziecicach napotkałam znów na WTR ale w kierunku Oświęcimia - czyli przeciwny kierunek....wrrrrrr........................
W końcu zadecydowałam, że jadę "starym" szlakiem - żółtym do Cieszyna (110 km od punktu w którym na niego wjechałam a na blacie już 109 km)

Ale cóż.. nie jest lekko ;)
Szlak po drodze oczywiście zgubiłam....
Ale to nawet dobrze bo trafiłam jakimiś bocznymi drogami przez Pierściec do Skoczowa ;)

Zawsze nazwa Pieściec kojarzy mi się z "Pieściec" ;P

A tam drogowskaz:"Cieszyn 25 km, Ustroń 12km" ;D
I jakie piękne widoki ;)

Więc pojechałam do Ustronia - bo tam chciałam znaleźć nocleg. Po rozpakowaniu chciałam jeszcze jechać do Wisły ale zrezygnowałam bo miałam gorączkę... delirium - "troszkę" mnie spaliło ;) Padłam i oglądałam TV "dogorywając" w łóżeczku ;), hehehehehe... w domu tego nie ma ;P

Teren tutaj oznacza coś innego jak asfalt - czyli szuter, drogi leśne i trawiaste ;)
MINISTER ZDROWIA OSTRZEGA - W OPISIE WYCIECZKI BĘDZIE DUŻA ILOŚĆ ZDJĘĆ PRZEDSTAWIAJĄCYCH MOSTY ORAZ GÓRY NIEKTÓRZY MOGĄ TEGO NERWOWO NIE WYTRZYMAĆ, WIĘC LUDZI O SŁABYCH NERWACH PROSZĘ O JAK NAJSZYBSZE ZAMKNIĘCIE TEGO BLOGA ;))))
Wyruszyłam o godzinie 5:30 zamiast o planowanej 4:30 i to nie była jedyna zmiana w tym dniu...
Mój wyimaginowany plan to przejechanie istniejącej już (sprawdziłam w necie;)) Wiślańskiej Trasy Rowerowej (WTR) z Lędzin do Wisły.
W Lędzinach nie znalazłam WTR, być może za słabo szukałam... więc pojechałam do Bierunia...
I tu też klapa :(
Gdzieś w trasie....
Pomiędzy pierwszym zdjęciem

a drugim....

powinien być most - moja ulubiona konstrukcja ;)
Kościół w....... :D

Z Bierunia przez Bojszowy...

podziwiając kolejny most ;) ...

Pierwszy popas w Międzyrzeczu na 53 kilometrze - na śniadanie "zjadłam" szklankę kefiru, więc brzusio domagał się jedzonka ;)

..do Pszczyny



W Pszczynie wizyta w Biurze Informacji Turystycznej. Dziewczyny nie były zorientowane w temacie gdzie zaczyna się WTR ;)))
Zakupiłam mapkę za 5 zł... w sumie niepotrzebną ale dzięki niej znalazłam WTR ;)

Zadowolona ruszyłam szlakiem...
Pomnik mijany po drodze
"Tu spoczywają Polacy rostrzelani przez Hitlerowców w Parku Pszczyńskim w Cierniowych dniach września 1939 r. Sprowadzeni do tej mogiły honorowej przez społeczeństwo pszczyńskie w dniu 10 listopada 1945r."
Czy nie powinno być rozstrzelani????

Dalej do Goczałkowic...
W Goczałkowicach rozmowa i chwilowa jazda z bikerem z Katowic.




Po czym jeżdżenie szlakami WTR przez 3 godziny po Goczłkowicach :((((((((((((((( szlag mnie trafiał ;(((((((((
Proponowany punkt odpoczynku...

brzmi ładnie... wygląda jeszcze ładniej

No i taki widok mnie spotkał...


Hmm... a gdzie dalsza trasa???
Most ;)

W Czechowicach - Dziecicach napotkałam znów na WTR ale w kierunku Oświęcimia - czyli przeciwny kierunek....wrrrrrr........................
W końcu zadecydowałam, że jadę "starym" szlakiem - żółtym do Cieszyna (110 km od punktu w którym na niego wjechałam a na blacie już 109 km)

Ale cóż.. nie jest lekko ;)
Szlak po drodze oczywiście zgubiłam....
Ale to nawet dobrze bo trafiłam jakimiś bocznymi drogami przez Pierściec do Skoczowa ;)

Zawsze nazwa Pieściec kojarzy mi się z "Pieściec" ;P

A tam drogowskaz:"Cieszyn 25 km, Ustroń 12km" ;D
I jakie piękne widoki ;)

Więc pojechałam do Ustronia - bo tam chciałam znaleźć nocleg. Po rozpakowaniu chciałam jeszcze jechać do Wisły ale zrezygnowałam bo miałam gorączkę... delirium - "troszkę" mnie spaliło ;) Padłam i oglądałam TV "dogorywając" w łóżeczku ;), hehehehehe... w domu tego nie ma ;P

- DST 140.07km
- Teren 80.00km
- Czas 08:23
- VAVG 16.71km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 23 maja 2007
Kategoria W towarzystwie ;)
Najpierw Mydlice - Brodway
Najpierw Mydlice - Brodway (po samochód - robiłam dzisiaj jako kierowca ;P)
Później Brodway - Manhattan, Manhattan - Brodway, Brodway - Manhattan
Następnie Manhattan - Pogoria...
"Coś mi się dzisiaj do tyłka przykleiło ;D"


Jakaś mała blondynka siadła mi na kole i pomimo zwiększania prędkości nie udało mi się jej dzisiaj zgubić ;)))))
Montowanie holu zajęło mi 1 godzinę i 40 minut - myślałam, że szlag mnie trafi... ale dałam radę ;)

Pogoria - Manhattan - Mydlice.
A to mój ostatni zakup - mnie nie można wpuszczać do empiku bo całą wypłatę puszczę w książki i mapy ;)
Ale te akurat przydadzą się w czerwcu i jutro niektóre z nich ;)

Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających i uciekam planować moją jutrzejszą "przyprawę" jak to mówił Kubuś Puchatek ;)
Jeśli dobrze pójdzie to wracam dopiero w niedzielę ;)
Więc nie tęsknijcie tylko trzymajcie kciuki by mnie tu zobaczyć dopiero w niedzielę ;)
No i miłego pedalenia w weekend ;)
Później Brodway - Manhattan, Manhattan - Brodway, Brodway - Manhattan
Następnie Manhattan - Pogoria...
"Coś mi się dzisiaj do tyłka przykleiło ;D"


Jakaś mała blondynka siadła mi na kole i pomimo zwiększania prędkości nie udało mi się jej dzisiaj zgubić ;)))))
Montowanie holu zajęło mi 1 godzinę i 40 minut - myślałam, że szlag mnie trafi... ale dałam radę ;)

Pogoria - Manhattan - Mydlice.
A to mój ostatni zakup - mnie nie można wpuszczać do empiku bo całą wypłatę puszczę w książki i mapy ;)
Ale te akurat przydadzą się w czerwcu i jutro niektóre z nich ;)

Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających i uciekam planować moją jutrzejszą "przyprawę" jak to mówił Kubuś Puchatek ;)
Jeśli dobrze pójdzie to wracam dopiero w niedzielę ;)
Więc nie tęsknijcie tylko trzymajcie kciuki by mnie tu zobaczyć dopiero w niedzielę ;)
No i miłego pedalenia w weekend ;)
- DST 24.45km
- Teren 6.00km
- Czas 01:44
- VAVG 14.11km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 21 maja 2007
Kategoria W towarzystwie ;)
Dookoła komina, po pracy
Dookoła komina, po pracy ;)
Czyli: Mydlice- Pogoria - sklep rowerowy (lookanie oponek nowych, które będę zakładać na dłuższe trasy po szosie) - Pogoria - Przeczyce - Marianki - Zielona - Mydlice ;)
Ze znajomym...
Nie ma fotek bo aparat został w domku...
I jechałam po asfalcie nad zalewem przeczyckim myślałam, że się ze strachu............ ale fajnie było - muszę następnym razem fotki strzelić ;)
A tu filmik z maratonu we Wrocławiu - może blase, zielak i inni się tu znajdą? ;D właśnie go oglądam ;) filmik
Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających
Czyli: Mydlice- Pogoria - sklep rowerowy (lookanie oponek nowych, które będę zakładać na dłuższe trasy po szosie) - Pogoria - Przeczyce - Marianki - Zielona - Mydlice ;)
Ze znajomym...
Nie ma fotek bo aparat został w domku...
I jechałam po asfalcie nad zalewem przeczyckim myślałam, że się ze strachu............ ale fajnie było - muszę następnym razem fotki strzelić ;)
A tu filmik z maratonu we Wrocławiu - może blase, zielak i inni się tu znajdą? ;D właśnie go oglądam ;) filmik
Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających
- DST 46.09km
- Teren 10.00km
- Czas 02:41
- VAVG 17.18km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 19 maja 2007
Kategoria W towarzystwie ;), We dwoje - ja i mój rowerek ;)))
Rano - pobudka 4:20 - prysznic
Rano - pobudka 4:20 - prysznic i do pracy ;)
D.G - Katowice.
Później WPKiW i do znajomego "na kawę" ;)
Rower został nasmarowany tam gdzie trzeba, oponki nadmuchane, kawka wypita ;D No i najważniejsze rower przestał ":strasznie cykać" zaczął "trochę cykać" ;) Jak dobrze mieć znajomych, którzy się znają na rowerach ;D
Następnie Siemianowice - Czeladź - D.G. - Pogoria - ławeczka.
Siedzę sobie spokojnie na ławeczce a tu podjeżdża znajomy nr 2 ;D gadu-gadu i pojechaliśmy na łaciate do Marianek ;)
Następnie przez zieloną na pogorię, tam po łaciate i na zachód słońca ;)
Jestem pod wrażeniem lustrzanki cyfrowej z manualnym obiektywem - MIÓD MALINA!!!!!!!!!!!! Ale się napaliłam na robienie zdjęć taką maszyną ;D
Potem zaszło słońce więc trzeba się było ewakuować do domku...
W połowie drogi na Pogorii okazało się, że rękawiczki moje nowiutkie, jeszcze nie pachnące silnie wanilią zostały w miejscu spożywania łaciatego więc nawrót.....
zguba się znalazła ;D
No a później to już było pod górkę do domku ;)
Pozdrawiam wszystkich serdecznie ;)
Monika ;)
P.S. Sorki Aga, że skasowałam Twój komentarz, myślę, że mi wybaczysz - skasowałam całą wycieczkę... ;)
D.G - Katowice.
Później WPKiW i do znajomego "na kawę" ;)
Rower został nasmarowany tam gdzie trzeba, oponki nadmuchane, kawka wypita ;D No i najważniejsze rower przestał ":strasznie cykać" zaczął "trochę cykać" ;) Jak dobrze mieć znajomych, którzy się znają na rowerach ;D
Następnie Siemianowice - Czeladź - D.G. - Pogoria - ławeczka.
Siedzę sobie spokojnie na ławeczce a tu podjeżdża znajomy nr 2 ;D gadu-gadu i pojechaliśmy na łaciate do Marianek ;)
Następnie przez zieloną na pogorię, tam po łaciate i na zachód słońca ;)
Jestem pod wrażeniem lustrzanki cyfrowej z manualnym obiektywem - MIÓD MALINA!!!!!!!!!!!! Ale się napaliłam na robienie zdjęć taką maszyną ;D
Potem zaszło słońce więc trzeba się było ewakuować do domku...
W połowie drogi na Pogorii okazało się, że rękawiczki moje nowiutkie, jeszcze nie pachnące silnie wanilią zostały w miejscu spożywania łaciatego więc nawrót.....
zguba się znalazła ;D
No a później to już było pod górkę do domku ;)
Pozdrawiam wszystkich serdecznie ;)
Monika ;)
P.S. Sorki Aga, że skasowałam Twój komentarz, myślę, że mi wybaczysz - skasowałam całą wycieczkę... ;)
- DST 68.84km
- Teren 10.00km
- Czas 03:45
- VAVG 18.36km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 17 maja 2007
Kategoria We dwoje - ja i mój rowerek ;)))
Tak długo nie jeździłam
Tak długo nie jeździłam na rowerze, że przed wyjściem zastanawiałam się czy nie dokręcić sobie bocznych kółeczek ;D
Najpierw pojechałam na Pogorię zobaczyć (specjalnie dla Cześka) czy "moje" łabędzie się rozmnożyły ;)
Stwierdziłam, że albo "moje" ptaszyska żyją w celibacie albo dobrze się zabezpieczają ;D bo nie stwierdziłam potomstwa ;)
Za to spotkałam moją dziewięćdziesięciopięcioprocentową kaczkę z nad morza Czarnego ;D

Jak podjechałam do brzegu to ptaszyska myślały, że mam coś do jedzenie i całe "stado" zaczęło płynąć w moim kierunku... aż mnie strach obleciał ;D

Następnie pojechałam do Reala załatwić sprawę....
... Sprawy nie załatwiłam bo pani nie miała zielonego pojęcia o swojej pracy ;/ Boshe aż mnie ciary przechodzą jak sobie przypomnę tą "kompetentną" obsługę Klienta (chyba zboczenie zawodowe, że zwracam na to dużą uwagę;))
Później na Brodway na kawę do babci z okazji 82 urodzin ;D
A następnie NIESTETY do domku, bo do pracy na 14:00.
Och dostałam nagłego ataku jaskry analnej - tak mi się chciało jeździć na rowerze ;)
Wychodząc z wanny stwierdziłam, że udało mi się dojechać w ostatniej chwili - zaczęło padać ;)
Pozdrawiam wszystkich serrrrrrrrdecznie ;)
Najpierw pojechałam na Pogorię zobaczyć (specjalnie dla Cześka) czy "moje" łabędzie się rozmnożyły ;)
Stwierdziłam, że albo "moje" ptaszyska żyją w celibacie albo dobrze się zabezpieczają ;D bo nie stwierdziłam potomstwa ;)
Za to spotkałam moją dziewięćdziesięciopięcioprocentową kaczkę z nad morza Czarnego ;D

Jak podjechałam do brzegu to ptaszyska myślały, że mam coś do jedzenie i całe "stado" zaczęło płynąć w moim kierunku... aż mnie strach obleciał ;D

Następnie pojechałam do Reala załatwić sprawę....
... Sprawy nie załatwiłam bo pani nie miała zielonego pojęcia o swojej pracy ;/ Boshe aż mnie ciary przechodzą jak sobie przypomnę tą "kompetentną" obsługę Klienta (chyba zboczenie zawodowe, że zwracam na to dużą uwagę;))
Później na Brodway na kawę do babci z okazji 82 urodzin ;D
A następnie NIESTETY do domku, bo do pracy na 14:00.
Och dostałam nagłego ataku jaskry analnej - tak mi się chciało jeździć na rowerze ;)
Wychodząc z wanny stwierdziłam, że udało mi się dojechać w ostatniej chwili - zaczęło padać ;)
Pozdrawiam wszystkich serrrrrrrrdecznie ;)
- DST 22.92km
- Teren 9.00km
- Czas 01:21
- VAVG 16.98km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 12 maja 2007
Kategoria We dwoje - ja i mój rowerek ;)))
...Kurwiki w oczach...
A
...Kurwiki w oczach...
A miało być tak pięknie... :(
O 6:00 byłam postawiona już przed pierwszym wyborem w dniu dzisiejszym: jechać na super zaplanowaną trasę czy nie jechać... Byłam niewyspana, zmęczona po 5 nocce w pracy ;/
Postanowiłam jednak jechać bo przecież trasa była dokładnie zaplanowana: Katowice - Mikołów - zamek w Chudowie (Terrago44 zrobił mi na niego ochotę) dalej szlakiem obok miejscowości prezesa Leon teamu ;P - Tychy Paprocany - Mysłowice - Szczakowa - Dąbrowa....
Nawet plan był zrobiony ...

...
Teraz podam kilka powodów przez które plan nie został zrealizowany. Sama nie wiem które przyczyniły się bardziej a które mniej do decyzji:"Zawracam".
Zawróciłam na 12 kilometrze w Ligocie, kiedy po raz chyba 16 stanęłam i wyjęłam mapę by zobaczyć gdzie mam jechać....
1. Niewyspanie;
2. Słabo oznakowany szlak - dawno nie odnawiany (słabo widoczny);
3. Mam za słabe szkła i nie widzę szlaku (trzeba udać się do okulisty;();
4. "Cykający" rower...nie mogę zlokalizować cykania: czy jest to support, czy sztyca podsiodłowa czy słoneczko w sterach ;/
5. Zwykłe lenistwo...
6. Moje zboczenie - jak zaplanuję trasę to chce jechać tą trasą a nie jechać "przed siebie" - MUSZĘ TO ZMIENIĆ!!!!!!!!!
I oto parę fotek z tej krótkiej wycieczki:
Dolina 5 stawów w Katowicach o świcie ;)


Po drodze spotkałam takiego oto zwierza :)

O boshe..... otej porze?... Nie wiecie o co chodzi? ..........Zaraz Wam pokażę ;)

To była Pani, która kąpała się o tej porze w jeziorku ...... ;D

Ciekawe czy ta Pani lepiej Wam się spodoba niż Wasza Pani z Dużymi Kolanami? ;D
A później były konie.. (sorki za płot;/)

Tu bez płotu ale kadr...lepiej nie mówić ;P

A w ogóle to jakieś zabiedzone te konie...........żebra widać i konsumowały patyki... :((( nie znam się na koniach ale chyba konie suchych patyków nie jedzą :(((((
A ten oto ucikinier był w Parku Kościuszki w Katowicach, hihihihiih w końcu naje się trawy ;P

Stawik w Mysłowicach chyba ;)


W sumie to nawet dobrze, że nie dojechałam do Paniówek, bo gdzieś po drodze zgubiłam frotkę do włosów i jechałam z rozpuszczonymi włosami - mogłabym zostać posądzona o podrywanie ;))))) ;P (wiem, jestem pamiętliwa bestia - ale taka już jestem ;P)
...To tyle - idę spać....
Pewnie jeszcze gdzieś wyjadę ale będzie to "przeciąg" - mam czas tylko do 17:30 .
Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających serrdecznie ;)
Kosma
dla niektórych Kosmacz ;P
A miało być tak pięknie... :(
O 6:00 byłam postawiona już przed pierwszym wyborem w dniu dzisiejszym: jechać na super zaplanowaną trasę czy nie jechać... Byłam niewyspana, zmęczona po 5 nocce w pracy ;/
Postanowiłam jednak jechać bo przecież trasa była dokładnie zaplanowana: Katowice - Mikołów - zamek w Chudowie (Terrago44 zrobił mi na niego ochotę) dalej szlakiem obok miejscowości prezesa Leon teamu ;P - Tychy Paprocany - Mysłowice - Szczakowa - Dąbrowa....
Nawet plan był zrobiony ...

...
Teraz podam kilka powodów przez które plan nie został zrealizowany. Sama nie wiem które przyczyniły się bardziej a które mniej do decyzji:"Zawracam".
Zawróciłam na 12 kilometrze w Ligocie, kiedy po raz chyba 16 stanęłam i wyjęłam mapę by zobaczyć gdzie mam jechać....
1. Niewyspanie;
2. Słabo oznakowany szlak - dawno nie odnawiany (słabo widoczny);
3. Mam za słabe szkła i nie widzę szlaku (trzeba udać się do okulisty;();
4. "Cykający" rower...nie mogę zlokalizować cykania: czy jest to support, czy sztyca podsiodłowa czy słoneczko w sterach ;/
5. Zwykłe lenistwo...
6. Moje zboczenie - jak zaplanuję trasę to chce jechać tą trasą a nie jechać "przed siebie" - MUSZĘ TO ZMIENIĆ!!!!!!!!!
I oto parę fotek z tej krótkiej wycieczki:
Dolina 5 stawów w Katowicach o świcie ;)


Po drodze spotkałam takiego oto zwierza :)

O boshe..... otej porze?... Nie wiecie o co chodzi? ..........Zaraz Wam pokażę ;)

To była Pani, która kąpała się o tej porze w jeziorku ...... ;D

Ciekawe czy ta Pani lepiej Wam się spodoba niż Wasza Pani z Dużymi Kolanami? ;D
A później były konie.. (sorki za płot;/)

Tu bez płotu ale kadr...lepiej nie mówić ;P

A w ogóle to jakieś zabiedzone te konie...........żebra widać i konsumowały patyki... :((( nie znam się na koniach ale chyba konie suchych patyków nie jedzą :(((((
A ten oto ucikinier był w Parku Kościuszki w Katowicach, hihihihiih w końcu naje się trawy ;P

Stawik w Mysłowicach chyba ;)


W sumie to nawet dobrze, że nie dojechałam do Paniówek, bo gdzieś po drodze zgubiłam frotkę do włosów i jechałam z rozpuszczonymi włosami - mogłabym zostać posądzona o podrywanie ;))))) ;P (wiem, jestem pamiętliwa bestia - ale taka już jestem ;P)
...To tyle - idę spać....
Pewnie jeszcze gdzieś wyjadę ale będzie to "przeciąg" - mam czas tylko do 17:30 .
Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających serrdecznie ;)
Kosma
dla niektórych Kosmacz ;P
- DST 39.77km
- Teren 10.00km
- Czas 02:15
- VAVG 17.68km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 11 maja 2007
Kategoria We dwoje - ja i mój rowerek ;)))
Jak nie urok to sraczka
Jak nie urok to sraczka ;P
Jak jest pogoda to ja zabieram robotę do domu (zazwyczaj staram się tego unikać, ale teraz czas nagli ;/)
Z pracy do domku - standard
Do pracy - standard Dąbrowa Górnicza - Sosnowiec - Katowice Stawiki - Morawa - praca, później jazda na przystanek po koleżankę (biedactwo bało się same iść;))
Dzisiaj jadąc do pracy zostałam nazwana przez kierowcę "Kur.. jeb... w mordę" ;/ wolę wcześniejsze moje ksywki: Kosma lub Kosmacz. ;)
Sytuacji nie będę opisywać bo szkoda mojego czasu, moich opuszków palców oraz Waszego cennego czasu i Waszych oczu ;)))
Później jadąc zastanawiałam się dlaczego ludzie braków w uzębieniu nie pokazują a braki w wychowaniu i kulturze osobistej zawsze ...
Ale cieplutko.
Mam nadzieję, że jutro prosto po pracy wyruszę na wycieczkę ;)
W końcu dawno nie trafiła mi się setka ;)
P.S.Wielkie dzięki Cześku Uporałam się z licznikiem - dobrze zdiagnozowałeś problem, hihiihihihi
Sosnowiec prawie centrum...prawie robi wielką różnicę ;)


Sosnowiec stawiki (a raczej już Katowice bo to za Brynicą ;))

A tu - po ostatnim przykrym zdarzeniu - nie będę już jeździć po ciemku - ANI JEDNEJ LATARNI TU NIE MA!!!!! :((((

I ostatnia fota ;)

Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających
Jak jest pogoda to ja zabieram robotę do domu (zazwyczaj staram się tego unikać, ale teraz czas nagli ;/)
Z pracy do domku - standard
Do pracy - standard Dąbrowa Górnicza - Sosnowiec - Katowice Stawiki - Morawa - praca, później jazda na przystanek po koleżankę (biedactwo bało się same iść;))
Dzisiaj jadąc do pracy zostałam nazwana przez kierowcę "Kur.. jeb... w mordę" ;/ wolę wcześniejsze moje ksywki: Kosma lub Kosmacz. ;)
Sytuacji nie będę opisywać bo szkoda mojego czasu, moich opuszków palców oraz Waszego cennego czasu i Waszych oczu ;)))
Później jadąc zastanawiałam się dlaczego ludzie braków w uzębieniu nie pokazują a braki w wychowaniu i kulturze osobistej zawsze ...
Ale cieplutko.
Mam nadzieję, że jutro prosto po pracy wyruszę na wycieczkę ;)
W końcu dawno nie trafiła mi się setka ;)
P.S.Wielkie dzięki Cześku Uporałam się z licznikiem - dobrze zdiagnozowałeś problem, hihiihihihi
Sosnowiec prawie centrum...prawie robi wielką różnicę ;)


Sosnowiec stawiki (a raczej już Katowice bo to za Brynicą ;))

A tu - po ostatnim przykrym zdarzeniu - nie będę już jeździć po ciemku - ANI JEDNEJ LATARNI TU NIE MA!!!!! :((((

I ostatnia fota ;)

Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających
- DST 35.77km
- Teren 1.00km
- Czas 01:56
- VAVG 18.50km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 10 maja 2007
Kategoria We dwoje - ja i mój rowerek ;)))
Do pracy.
Jaka pięęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęękna
Do pracy.
Jaka pięęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęękna pogoda była gdy jechałam do pracy ;)))))))
Aż energia mnie rozpierała ;))))))
I mam problem :((((((((((((((((((((((((((
Czy ktoś miał kiedyś taką sytuację, że licznik działa i nie działa... tzn. jadę 30 km/h a licznik wskazuje 30km/h, 20km/h, 8km/h,30km/h.
Tak jakby czujnik raz odbierał wszystkie sygnały z magnesu a raz odbierał co drugi innym razem co trzeci ;/
Pierwszy raz mi się to zdarzyło więc nie wim czy jest słaba bateria czy jakiś inny problem.
Jeśli ktoś zna problem to proszę o pomoc;/
Mi tylko zdarzało się, że czujnik się przesunął ale wtedy nie odbierał żadnych sygnałów - było 0 km/h lub licznik całkiem padł - bateria się wyczerpała....
Nie mam zielonego pojęcia co się dzieje ;/
No i strach, bo...
........................
...dętka, łatki, łyżka do opon i niezbędnik w plecaku ale w tym, który został w domku a nie w tym na plecach ;)
ale obeszło się bez kapcia (na szczęście;))
Pozdrawiam wszystkich serrrrrrrrrrrrrrrrrdecznie i mimo mojej "gruźlicy" jak to w pracy mi mówią wracam do żywych bikerów ;))))))))))))))
Kosma
Kosmacz ;P
Jaka pięęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęękna pogoda była gdy jechałam do pracy ;)))))))
Aż energia mnie rozpierała ;))))))
I mam problem :((((((((((((((((((((((((((
Czy ktoś miał kiedyś taką sytuację, że licznik działa i nie działa... tzn. jadę 30 km/h a licznik wskazuje 30km/h, 20km/h, 8km/h,30km/h.
Tak jakby czujnik raz odbierał wszystkie sygnały z magnesu a raz odbierał co drugi innym razem co trzeci ;/
Pierwszy raz mi się to zdarzyło więc nie wim czy jest słaba bateria czy jakiś inny problem.
Jeśli ktoś zna problem to proszę o pomoc;/
Mi tylko zdarzało się, że czujnik się przesunął ale wtedy nie odbierał żadnych sygnałów - było 0 km/h lub licznik całkiem padł - bateria się wyczerpała....
Nie mam zielonego pojęcia co się dzieje ;/
No i strach, bo...
........................
...dętka, łatki, łyżka do opon i niezbędnik w plecaku ale w tym, który został w domku a nie w tym na plecach ;)
ale obeszło się bez kapcia (na szczęście;))
Pozdrawiam wszystkich serrrrrrrrrrrrrrrrrdecznie i mimo mojej "gruźlicy" jak to w pracy mi mówią wracam do żywych bikerów ;))))))))))))))
Kosma
Kosmacz ;P
- DST 16.50km
- Teren 1.00km
- Czas 00:45
- VAVG 22.00km/h
- Aktywność Jazda na rowerze







