Informacje

  • Wszystkie kilometry: 67375.98 km
  • Km w terenie: 3398.25 km (5.04%)
  • Czas na rowerze: 170d 11h 50m
  • Prędkość średnia: 16.46 km/h
  • Suma w górę: 0 m
  • Więcej informacji.
baton rowerowy bikestats.pl

Moje rowery

Szukaj

Znajomi

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy kosma100.bikestats.pl

Archiwum

Linki

Gdy po schodach płynie sobie
Ciepła ludzka krew
Karzeł ciągnie zwłoki kobiet
Lubi damską płeć
Matko moja, spójrz prz

Gdy po schodach płynie sobie
Ciepła ludzka krew
Karzeł ciągnie zwłoki kobiet
Lubi damską płeć
Matko moja, spójrz przez okno
Wszędzie śmierć i krew
Idzie wojna, idzie wojna
Idzie krwawa rzeź

Tam na polu leży głowa
Gnije szczurza pierś
Robot gwałci krokodyla
Małpę gryzie pies
Już się skrada, już zabija
Wojny wampir gdzieś
Będzie wojna, będzie wojna
Będzie krwawa rzeź


Nie pamiętam - może już ten tekst cytowałam ale dzisiaj taki zaj**** klimat stworzył jak jechałam wieczorem (późnym) do pracy przez dzielnice gdzie nawet diabeł nie chce powiedzieć "dobranoc", że nie mogłam sie oprzeć i zacytowałam go dzisiaj :D

Ciekawe czy dostanę upragnioną płytkę Siekiery? :D

Wieczorkiem (wczesnym) na angielski.

Na angielskim ubawiłam się jak norka jak współkursanci wymyślali odpowiedzi na pytanie:
"What do you think you should do if someone has too much drink and loses consciousness?"

Albo druga sytuacja:
Wykładowca pyta: "Jak myślicie więcej hipochondryków jest wśród kobiet czy wśród mężczyzn?
"Wśród kobiet" - pada odpowiedź.
"A dlaczego?"
"Bo kobiety często mówią, że je głowa boli".

Po prostu było śmiesznie, bardzo śmiesznie :D


Po angielskim do pracy - standardowo.

A jutro, żeby nabić kilometrów jadę zagranicę na kawę :D

Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających :)

  • DST 19.75km
  • Teren 1.00km
  • Czas 01:04
  • VAVG 18.52km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

Nocna masakra Kosmacza cz. VI - ostatnia :D

Ja widziałem, tak wielu trzymało się za ręce
Mówią, jeśli się zgodzimy, ty może

Nocna masakra Kosmacza cz. VI - ostatnia :D

Ja widziałem, tak wielu trzymało się za ręce
Mówią, jeśli się zgodzimy, ty możesz zostać tu
Tylko jeden z nas może tu zostać, to nie będziesz ty
A ja nie chcę stąd odchodzić, ja nie chcę smucić się

I widziałem, tak wielu stało wokół drzewa
Które, które, które, które, które wysokie jak pal
A ja bardzo, tak, tak bardzo, bardzo chciałbym wiedzieć od ciebie
Czy muszę stąd odchodzić, czy muszę smucić się

I widziałem ich pana, stał w środku między nimi
Mówił, odejdź stąd, ty nie masz, ty nie masz tutaj być
Tylko jeden z nas może tu zostać, to nie będziesz ty
A ja nie chcę stąd odchodzić, ja nie chcę smucić się

I widziałem ich pana, stał w środku między nimi
Mówił, odejdź stąd, ty nie masz, ty nie masz tutaj być
Tylko jeden z nas może tu zostać, to nie będziesz ty
A ja chcę twego końca, ja chcę byś smucił się

Pozwólcie mi zostać, pozwólcie mi być
Pozwólcie mi zostać, ja nie chcę, nie chcę, nie chcę
Odchodzić!


Po północy z pracy.
Po południu do Castoramy po śrubki, wiertła i takie tam :D

Wszystkiego Najlepszego z okazji Dnia Nauczyciela wszystkim nauczycielom, a przede wszystkim... takiej Jednej z Helenki :D


Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających :)
  • DST 19.15km
  • Czas 01:02
  • VAVG 18.53km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

Nocna masakra Kosmacza cz. V

Nocna masakra Kosmacza cz. V

Standard masakryczny...

13 październik = 8540 km

Chciałam zrobić 10000 km w roku 2008, brakuje mi 1460.
Jeśli założę, że do końca listopada będę jeździć do pracy to mi się uda :D
Oby :)

Wczoraj przygotowałam sobie "małą" ściągę - zaczynam dokształcać się w temacie czerwcowej wyprawy :D


Po południu do pracy.


Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających :)
  • DST 31.17km
  • Czas 01:35
  • VAVG 19.69km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 12 października 2008 Kategoria Do pracy / z pracy, W oczojebnej kamizelce

Nocna masakra Kosmacza cz. IV...

Nie każdy krzyk rodzi łzy
Nie każdy szept musi szczerym być
Tysiące słów zatopionych w

Nocna masakra Kosmacza cz. IV...

Nie każdy krzyk rodzi łzy
Nie każdy szept musi szczerym być
Tysiące słów zatopionych w szkle
Gniew w dymie grał
Dławił młody lęk
Noc była dniem
Czas uciekał w snach
I wiara w Świat żeby Światem był

Złapać wiatr
Pokonać strach i być
Oszukać grzech
Okpić los i śnić
I zanim ktoś odnajdzie nas na dnie
Zawołać...

Nie każda z dróg
Zawsze prostą jest
Raz ślepy tor
Raz aleja kłamstw
Noc będzie dniem
Czas ucieknie snach
I wiara w Świat żeby Światem był

Złapać wiatr
Pokonać strach i być
Oszukać grzech
Okpić los i śnić
I zanim ktoś odnajdzie nas na dnie
Zawołać...



Złapałam wiatr...
pokonałam strach...
i jestem :D

Zapomniałam, że dzisiaj jest sobota i większość bawi się w sobotę do upadłego...
Jadąc zajarzyłam, że jest dosyć duży ruch jak na "po północy".

Większość napruta jak messerschmidty...

Troszkę się bałam... w tym przypadku to nawet zajebiaszcza kamizelka nie pomoże...
Troszkę ochraniał mnie mój osobisty ochroniarz, troszkę muzyka w uszach...
Troszkę się włóczyłam po osiedlu próbując kupić piwo (przy jednym ze sklepów stało za dużo miśków więc pojechałam do następnego :D).

Dojechałam :D
A tak wyglądam w światłach :D



W południe do pracy...

Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających :)
  • DST 32.32km
  • Czas 01:42
  • VAVG 19.01km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 11 października 2008 Kategoria Do pracy / z pracy, We dwoje - ja i mój rowerek ;)))

jeżeli będę kiedykolwiek
politykiem czy idolem
milicjantem czy złodziejem
to mam tylko tę nadzieję
że po wojnie

jeżeli będę kiedykolwiek
politykiem czy idolem
milicjantem czy złodziejem
to mam tylko tę nadzieję
że po wojnie

jeżeli będę miał samochód
niech mi dupę wiózł na pochód
jeśli mnie się to przydarzy
to na pewno będzie to
po wojnie

a teraz walka, walka,
walka otwarta
otwarta walka o świat
walka, walka,
walka otwarta...
o świat

a teraz walka, walka,
walka otwarta
otwarta walka o świat
walka, walka,
walka otwarta...
o świat

pierdolona polityka,
pierdolony cały świat
pierdolona polityka,
pierdolony cały świat
tak, tak, tak,
tak - tak, tak, tak, tak!


Zachęcona po raz n-ty przez Darka
Trójkątem Trzech Cesarzy pojechałam dzisiaj przed pracą by obejrzeć to specyficzne miejsce.

Pogoda cudna: słoneczko i dość wysoka temperatura, po prostu PIĘKNIE!!!

Ruszyłam z Mydlic w kierunku Auchan, czyli początek – tak jak standard do pracy. Następnie, na Środuli skręciłam w lewo i ulicą Franciszka Blachnickiego dojechałam do Braci Mieroszewskich, gdzie skręciłam, dla odmiany w prawo.

Potem było długo prosto przez Pekin, Klimontów, Dańdówkę, Bobrek, Niwkę. Wyjechałam na ulicy Orląt Lwowskich w Mysłowicach i tam wjechałam w ulicę Żeglarską w poszukiwaniu Trójkąta.

Najpierw była droga, potem była dróżka, następnie było troszkę błądzenia a na końcu pojawiła się błotna masakra.





Po przebiciu się przez błotko i ciężką do jazdy nawierzchnię, po wejściu na dość stromy nasyp oczom moim ukazuje się Trójkąt Trzech Cesarzy.



Pomnik



Schodki :D



Czarna Przemsza - rzeczywiście czarna :(



Mostek (I love mostki :D)



Obelisk again :)




Rowerek na tle pomnika :D


W drodze powrotnej natchnęłam się na znalezisko, hmm… czyżby Darek (djk71) z Andrzejem tu byli? :-)



Niestety dzisiejszą wizytę w miejscu Trójkąta zakończyłam tylko na odwiedzinach strony sosnowieckiej. Trzeba było pedalić do pracy. Następnym razem zwiedzę resztę :)

Mysłowice – Piasek – Szabelnia – Katowice Szopienice – Zawodzie.


Bardzo mi się podobało i cieszę się, że chciało mi się wcześniej wyjechać by popedalić gdzieś, nie tylko do pracy :)


Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających :)
  • DST 24.54km
  • Teren 4.00km
  • Czas 01:21
  • VAVG 18.18km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

Nocna masakra Kosmacza cz. III

Myślę o tym, żeby wyjść już stąd
Powietrze tu nieświeże i niezdrowy swąd
Podróż się prze

Nocna masakra Kosmacza cz. III

Myślę o tym, żeby wyjść już stąd
Powietrze tu nieświeże i niezdrowy swąd
Podróż się przeciąga, lecz ty panuj nad sobą
Sprawdź, czy działa miecz, wracamy inną drogą

Wojny gwiezdne, wszystko możesz mieć
Wojny gwiezdne, wszystko możesz mieć
Wojny gwiezdne, wszystko możesz mieć
Wojny gwiezdne, wszystko możesz mieć

Obcy nas ścigają, lecz to dla mnie nic
Obi Wan Kenobi, on zawsze jest z nami
Niechaj moc będzie zawsze z tobą
Sprawdź, czy działa miecz, wracamy inną drogą

Wojny gwiezdne, wszystko możesz mieć
Wojny gwiezdne, wszystko możesz mieć
Wojny gwiezdne, wszystko możesz mieć
Wojny gwiezdne, wszystko możesz mieć


Fajnie się kręciło (niezła kadencja - specjal dla ćwiczącego kadencje Damianka :D) przy tym kawałku.

Powrót z pracy.
W oczojebnej kamizelce :-) fajnie się jechało, tak jakby odważniej, tak jakby kozacko :D

Mgła zaczęła się obok stoku narciarskiego na Środuli, przy zjeździe do Auchan mgła była przeraźliwa - widoczność była na góra 25 metrów, aż TIRowiec jechał z prędkością 30 km / h.
Na szczęście w połowie górki pod Makro mgła zniknęła :)

Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających :)
  • DST 16.21km
  • Czas 00:52
  • VAVG 18.70km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 9 października 2008 Kategoria We dwoje - ja i mój rowerek ;))), In the fog..., Do pracy / z pracy

Nocna masakra Kosmacza cz. II

Nocna masakra Kosmacza cz. II

I am a man who walks alone
And when I'm walking a dark road
At night or strolling through the park

When the light begins to change
I sometimes feel a little strange
A little anxious when it's dark

Fear of the dark, fear of the dark
I have constant fear that something's
always near
Fear of the dark, fear of the dark
I have a phobia that someone's
always there

Have you run your fingers down
the wall
And have you felt your neck skin crawl
When you're searching for the light?
Sometimes when you're scared
to take a look
At the corner of the room
You've sensed that something's
watching you

Have you ever been alone at night
Thought you heard footsteps behind
And turned around and no one's there?
And as you quicken up your pace
You find it hard to look again
Because you're sure there's
someone there

Watching horror films the night before
Debating witches and folklores
The unknown troubles on your mind
Maybe your mind is playing tricks
You sense, and suddenly eyes fix
On dancing shadows from behind

Fear of the dark, fear of the dark
I have constant fear that something's
always near
Fear of the dark, fear of the dark
I have a phobia that someone's
always there

When I'm walking a dark road
I am a man who walks alone


We mgle...
strasznej mgle...

Nie pamiętam kiedy się tak bałam...
Chyba wtedy...

Przyrzekam sobie i wszystkim zainteresowanym, że jutro kupuję w tesco kamizelkę odblaskową... masakra...

Mgła była okrutna – widoczność na 50 metrów, w porywach do 100 a ja sama bidulka, po 0:00 w nocy zapier..... na bike’u. Czy ja jestem normalna???

Z pracy...

To nie deszcz... to osiadająca na moim kasku mgła...


Zdjęcie z balkonu – nie oddaje tej mgły na drodze – między dwoma blisko usytuowanymi blokami mgła jest mniejsza...


Mimo tego, że było chłodno strasznie gorąco mi było i czułam zimny pot na plecach – adrenalina gotowała krew w moich żyłach ze strachu...

Po południu do pracy.

Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających :)
  • DST 31.90km
  • Czas 01:38
  • VAVG 19.53km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 8 października 2008 Kategoria We dwoje - ja i mój rowerek ;))), Do pracy / z pracy

Nocna masakra Kosmacza cz. I

Nocna masakra Kosmacza cz. I

Powrót z pracy (nie - nie pomyliłam dat).
I do pracy - przed południem (nadgodziny...kasa, kasa, kasa.. ;D) hehehhehehe.

Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających :)
  • DST 31.61km
  • Czas 01:41
  • VAVG 18.78km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 7 października 2008 Kategoria Do pracy / z pracy, We dwoje - ja i mój rowerek ;)))

Two minutes to midnight...
The killer's breed or the demon's seed,
The glamour, the fortune, the pain,
Go to war ag

Two minutes to midnight...
The killer's breed or the demon's seed,
The glamour, the fortune, the pain,
Go to war again, blood is freedom's stain,
But don't you pray for my soul anymore.
2 minutes to midnight
The hands that threaten doom.
2 minutes to midnight
To kill the unborn in the womb.


Rankiem Mydlice - Manhattan.
Później na odwrót :D

Po południu - do pracy.

Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających :)
  • DST 26.12km
  • Czas 01:29
  • VAVG 17.61km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 5 października 2008 Kategoria Orientacyjnie :-), Kosmacz - Powsinoga :), W towarzystwie ;)

Odyseja Świętokrzyska - Dzień 2.

Odyseja Świętokrzyska - Dzień 2.

31 miejsce na 85 startujących team'ów:)
5 miejsce w kategorii MIX


Niewiarygodnie przyspieszyło nagle krótkie życie,
Nie zwalnia tempa chociaż miało na to kiedyś czas.

Ja, jak Marionetka, której życie jakiś marny aktor dał.
Choć z widowni słychać głupie śmiechy
W nieporadnym tańcu gonie jego pęd
A kiedy zgasną po raz kiedyś wszystkie światła
Spadnie kurtyna i w teatrze nie zostanie nikt

Ja, jak Marionetka, którą marny aktor rzucił teraz w kąt.
Zaplątany w swoje długie sznury, niepotrzebne, porzucone coś.
Nawet jeśli ktoś mnie zapamięta, wspomni kukłę, którą byłem tyle lat.
Czasem książe, czasem nagi żebrak, ale nigdy nie WOLNY




Myślałam, że jak się jedzie na maraton na orientacje, to jedzie się dla satysfakcji i dla czystej przyjemności...
Niestety...
To czysta fikcja...


Odyseja bardzo mi się podobała....
NIE dlatego, że była sprawiedliwa (BO NIE BYŁA);
NIE dlatego, że organizacja była super (BO NIE BYŁA);
NIE dlatego, że było ognisko (bo nie było albo nikt nas o tym fakcie nie poinformował);
NIE dlatego, że pomimo zapisu na stronie Odysei, że: „ Na każdym pk obecny będzie sędzia zawodów, który potwierdza jego zaliczenie." takiego sędziego nie było i dużo osób leciało w ci... (czyli oszukiwało);
NIE dlatego, iż pomimo ustalenia, że ” Mapa zabezpieczona będzie w worku foliowym.” nie była i w warunkach atmosferycznych, które panowały w sobotę, ta mapka, po około 20 minutach stawała się zwykłą szmatą nie do odczytania...

Nie będę wymieniała dalszych minusów organizacyjnych, bo szkoda moich opuszków palców :D

No dobra – rankiem podnieśliśmy nasze obolałe zwłoki z łóżek, wykonaliśmy poranną toaletę, nasmarowaliśmy nasze rumaki i ruszyliśmy na start ;D

Dzisiaj konieczne było zaliczenie punktów po kolei...
Czas wymierzony był chyba dla ludzi z żelaza, bo każdy „normalny” biker nie miał szans na zaliczenie tego w ustalonym czasie.
Dobrze, że odpadły punkty 2 i 3 bo inaczej była by porażka.

I tak niektórzy „dawali sobie radę” zaliczając punkty pojedynczo... ech..... cóz ta polska mentalność ;/

Zaliczyliśmy z Darkiem 1, 4, 5, 6 i 10.

Zakończenie było totalną porażką, bo o ile wczoraj mimo ustalonego „zamknięcia zawodów” klasyfikowano po tej godzinie, tak dzisiaj rozdawali nagrody, gdy tymczasem reszta dojeżdżała na metę...
NO COMMENTS

Zakończenie – ekipa BS :D


Zwycięscy Odysei ;D



Ogólnie TO BYŁA WIELKA ORGANIZACYJNA PORAŻKA
Np. Panowie, którzy zdobyli 3 miejsce w kategorii MW (Panowie byli z okolicy ;D) w sobotę „zdobywali” punkty w pojedynkę... tzn. jeden jeździł, a drugi po drugim punkcie załadował rower na samochód znajomej i pojawił się z kolegą dopiero na mecie... a przecież regulamin wyraźnie mówił, że: „ Na każdym punkcie kontrolnym zespół musi pojawić się w komplecie.”
Panowie mieli numer 120 – jeśli by ktoś miał wątpliwości

I jak Ci „panowie” mieli sumienie odebrać nagrodę????????????????????
Nie wiem, może jestem za idealistyczna, za szczera...

Nie mówię o błędach w liczeniu punktów i klasyfikacji,: zespoły, które nie zdobyły połowy punktów są sklasyfikowane ;D a zapis dokładnie mówił, że: „warunkiem sklasyfikowania zespołu jest zaliczenie minimum 50 % punktów znajdujących się na trasie poszczególnych etapów.”


:)

I tak bawiłam się wyśmienicie, chociaż pozostała mi po tym maratonie zgaga... myśl, że lepiej oszukiwać niż być szczerym i w ogóle taki śmierdzący posmak...

Organizatorzy i Ci, którzy oszukiwali (a było ich niemało) powinni się wstydzić...

I pomyśleć, że za Bike Orient płaciłam 10 zł a organizacja była wyśmienita!!!
Tu zapłaciłam 100 zł za parę i miałam guzik... nawet grochówki nie skosztowałam bo jak zobaczyłam jaki syf jest dookoła to mi się odechciało...
A na Bike Oriencie były koszulki, nagrody losowe, nagrody dla najliczniejszego zespołu i przepyszna kiełborka podawana przez kogoś a nie zostawiona na pastwę losu ;D
No cóż – uczcie się pachołki od najlepszych ;)


Niezły numerek, chociaż lepszy by był 69 :D


A to moje buty... proszą się o jacuzzi, a co najmniej o prysznic i kąpiel w pralce :D



Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających ;)


Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających :)
  • DST 69.90km
  • Teren 35.00km
  • Czas 04:17
  • VAVG 16.32km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

Blogi rowerowe na www.bikestats.pl