Piątek, 2 maja 2008
Kategoria W towarzystwie ;), TdPRAHA ;))), Ponad 50 km ;)
WYPRAWA DO PRAGI - DZIEŃ DRUGI
WYPRAWA DO PRAGI - DZIEŃ DRUGI
Prudnik - Mala Morava
Rankiem wyruszamy z hotelu, w którym spaliśmy do centrum Prudnika, gdzie następuje zabalsamowanie zwłok, czyli posmarowanie wadliwych kolan ben-gayem i zabandażowanie bandażem elastycznym ;)
Ekipa w komplecie ;)

W drodze do Głuchołaz


W Głuchołazach śniadanko na ławeczce ;)

W tym domku został poczęty najprawdopodobniej największy... na BS ;D

No i podjazd w Głuchołazach ;)

Żegnamy Polskę.

Głuchołazy – Jasenik.
W Czechach zaczynają się przepiękne widoki ;) podziwiamy je pedaląc dalej ;)

Mostek - ;))))))))))))))

Różowy rządzi ;)))



W Jaseniku łapie nas deszcz – kryjemy się przed nim na stacji i czekamy aż sobie pójdzie :(

Przeczekujemy deszcz i ruszamy dalej, po mokrej szosie – na zjazdach, to, co jest na jezdni automatycznie ląduje na naszych twarzach ;)
Następna kandydatka na miss BS – niezła, chyba jakaś bikerka –ach te mięśnie! ;D

Przez dalszą podróż jesteśmy nieustannie straszeni przez deszcz, chmury i inne potwory ;)
Jest jakaś anomalna reguła – jak pada to chcemy jechać, jak nie pada to odpoczywamy ;)


Dąbrowsko – Bydgoska ekipa rządzi ;)))

Tęczowe promienie z góry ;)))


Przez całą naszą podróż takie znaki (12% podjazdy i zjazdy) były na porządku dziennym.
Nie tylko Zlaty Bażant był 12 procentowy ;)))


Jasenik – Lipova-Lazne – Ramzova – Branna – Hanusovice – Mala Morava – tam nocleg w gospodzie ;)))
Kosztujemy piwa Holba, przeglądamy mapkę, rozmyślamy nad jutrzejszym dniem i idziemy spać by nabrać siły ;)))

Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających ;)))
Prudnik - Mala Morava
Rankiem wyruszamy z hotelu, w którym spaliśmy do centrum Prudnika, gdzie następuje zabalsamowanie zwłok, czyli posmarowanie wadliwych kolan ben-gayem i zabandażowanie bandażem elastycznym ;)
Ekipa w komplecie ;)

W drodze do Głuchołaz


W Głuchołazach śniadanko na ławeczce ;)

W tym domku został poczęty najprawdopodobniej największy... na BS ;D

No i podjazd w Głuchołazach ;)

Żegnamy Polskę.

Głuchołazy – Jasenik.
W Czechach zaczynają się przepiękne widoki ;) podziwiamy je pedaląc dalej ;)

Mostek - ;))))))))))))))

Różowy rządzi ;)))



W Jaseniku łapie nas deszcz – kryjemy się przed nim na stacji i czekamy aż sobie pójdzie :(

Przeczekujemy deszcz i ruszamy dalej, po mokrej szosie – na zjazdach, to, co jest na jezdni automatycznie ląduje na naszych twarzach ;)
Następna kandydatka na miss BS – niezła, chyba jakaś bikerka –ach te mięśnie! ;D

Przez dalszą podróż jesteśmy nieustannie straszeni przez deszcz, chmury i inne potwory ;)
Jest jakaś anomalna reguła – jak pada to chcemy jechać, jak nie pada to odpoczywamy ;)


Dąbrowsko – Bydgoska ekipa rządzi ;)))

Tęczowe promienie z góry ;)))


Przez całą naszą podróż takie znaki (12% podjazdy i zjazdy) były na porządku dziennym.
Nie tylko Zlaty Bażant był 12 procentowy ;)))


Jasenik – Lipova-Lazne – Ramzova – Branna – Hanusovice – Mala Morava – tam nocleg w gospodzie ;)))
Kosztujemy piwa Holba, przeglądamy mapkę, rozmyślamy nad jutrzejszym dniem i idziemy spać by nabrać siły ;)))

Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających ;)))
- DST 92.83km
- Czas 05:38
- VAVG 16.48km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 1 maja 2008
Kategoria W towarzystwie ;), TdPRAHA ;))), Ponad 100 km ;)
WYPRAWA DO PRAGI - DZIEŃ PIERWSZY
WYPRAWA DO PRAGI - DZIEŃ PIERWSZY
Dąbrowa Górnicza - Prudnik :)

_________________________________________________________________
Pełni nadziei, obaw, adrenaliny we krwi ruszamy o godzinie 7:00 z Dąbrowy Górniczej do Pragi.
Dla niektórych pierwsza taka wyprawa, dla niektórych nie pierwsza ale nie mniej podniecająca ;)
Wszyscy uczestnicy wyprawy Pragi jeszcze na żywca nie widzieli ;)
A więc: Dąbrowa Górnicza – Będzin – Czeladź...
Zjeżdżając z górki w Czeladzi, po 8 kilometrach (jechałam pierwsza) usłyszałam wielki trzask!!! Przestraszona myślałam, że Kobra wjechał w dziurę i rozwalił koło. Okazało się, że sakwy Kobry leżą na ziemi bo bagażnik przechylił się do tyłu! Okazało się, że przysłowie „gdzie kucharek sześć tam nie ma co jeść” jest jednak prawdziwe ;) Po perypetiach, związanych z bagażnikiem Kobry (opis perypetii w dniu 30 kwietnia) trzy osoby montowały tenże bagażnik i źle zamontowały ;) Nie skręciliśmy śrub, które trzymały na pałąkach bagażnik ;) Po półgodzinnej lekcji anatomii bagażnika udało nam się dojść do tego jak jest on skonstruowany i wszystko skończyło się dobrze. Straty – otarte nowiusie sakwy Kobry ;)
Następnie Siemianowice Śląskie – Bytom – Zabrze (jakaś tam dzielnica ;)) – Wieszowa – Pyskowice.
W Bycinie, za radą djk71 skręciliśmy w lewo na Pławiowice.
Śliczny pałacyk (żeby nie było, że w Polsce nie ma pięknych zabytków i miejsc ;)).
Niestety nie można było z rowerkami tam wejść więc zwiedzanie odbyło się z podziałem na grupy.
Z psami także nie można było wejść a psów naliczyliśmy chyba z 10. No ale cóż: Oto Polska właśnie ;)
W Pławniowicach.




Następnie bardzo ładną, cichą i spokojną drogą pojechaliśmy w kierunku Kędzierzyna.

W Kędzierzynie obiadek i w drogę. Podczas konsumowania posiłku zaczął padać deszczyk. Jak się okaże później był to nasz codzienny towarzysz podróży, pasażer na gapę, który nie odpuścił aż do ostatniego dnia.
Z Kędzierzyna przez Głogówek do Prudnika – tam nocleg.
Gdzieś przed Prudnikiem.


Wieczorem okazało się, że jednemu z uczestników nawala kolano... usnęliśmy zmęczeni, zajechani, zadowoleni, napaleni, z odrobiną obaw, co nam przyniesie następny dzień i co na to powiedzą nasze kolana ;D
Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających ;)
Dąbrowa Górnicza - Prudnik :)

_________________________________________________________________
Pełni nadziei, obaw, adrenaliny we krwi ruszamy o godzinie 7:00 z Dąbrowy Górniczej do Pragi.
Dla niektórych pierwsza taka wyprawa, dla niektórych nie pierwsza ale nie mniej podniecająca ;)
Wszyscy uczestnicy wyprawy Pragi jeszcze na żywca nie widzieli ;)
A więc: Dąbrowa Górnicza – Będzin – Czeladź...
Zjeżdżając z górki w Czeladzi, po 8 kilometrach (jechałam pierwsza) usłyszałam wielki trzask!!! Przestraszona myślałam, że Kobra wjechał w dziurę i rozwalił koło. Okazało się, że sakwy Kobry leżą na ziemi bo bagażnik przechylił się do tyłu! Okazało się, że przysłowie „gdzie kucharek sześć tam nie ma co jeść” jest jednak prawdziwe ;) Po perypetiach, związanych z bagażnikiem Kobry (opis perypetii w dniu 30 kwietnia) trzy osoby montowały tenże bagażnik i źle zamontowały ;) Nie skręciliśmy śrub, które trzymały na pałąkach bagażnik ;) Po półgodzinnej lekcji anatomii bagażnika udało nam się dojść do tego jak jest on skonstruowany i wszystko skończyło się dobrze. Straty – otarte nowiusie sakwy Kobry ;)
Następnie Siemianowice Śląskie – Bytom – Zabrze (jakaś tam dzielnica ;)) – Wieszowa – Pyskowice.
W Bycinie, za radą djk71 skręciliśmy w lewo na Pławiowice.
Śliczny pałacyk (żeby nie było, że w Polsce nie ma pięknych zabytków i miejsc ;)).
Niestety nie można było z rowerkami tam wejść więc zwiedzanie odbyło się z podziałem na grupy.
Z psami także nie można było wejść a psów naliczyliśmy chyba z 10. No ale cóż: Oto Polska właśnie ;)
W Pławniowicach.




Następnie bardzo ładną, cichą i spokojną drogą pojechaliśmy w kierunku Kędzierzyna.

W Kędzierzynie obiadek i w drogę. Podczas konsumowania posiłku zaczął padać deszczyk. Jak się okaże później był to nasz codzienny towarzysz podróży, pasażer na gapę, który nie odpuścił aż do ostatniego dnia.
Z Kędzierzyna przez Głogówek do Prudnika – tam nocleg.
Gdzieś przed Prudnikiem.


Wieczorem okazało się, że jednemu z uczestników nawala kolano... usnęliśmy zmęczeni, zajechani, zadowoleni, napaleni, z odrobiną obaw, co nam przyniesie następny dzień i co na to powiedzą nasze kolana ;D
Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających ;)
- DST 147.42km
- Czas 07:33
- VAVG 19.53km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 30 kwietnia 2008
Kategoria Z nie swoimi rzeczami- C by Wiki, We dwoje - ja i mój rowerek ;))), W towarzystwie ;), Do pracy / z pracy
Biega, krzyczy Pan Hilary: "Gdzie są moje okulary!?!?!?"
Biega, krzyczy Pan Hilary: "Gdzie są moje okulary!?!?!?"
Dzisiaj pomieszanie z poplątaniem...
Nigdy nie zostawiałam niczego na ostatnią chwilę... teraz był mój pierwszy raz i niestety przez to było pomieszanie z poplataniem ;)
Rankiem na Kellysku z pracy na dworzec PKP w D.G.
Później z serwisu Meridką.
Następnie "odebrać przesyłkę konduktorską nadaną w Bydgoszczy ;)"

Następnie wymiana koron, zakup bagażnika.
I do domku, bo zaczęło padać ;(
W domku okazało się, że bagażnik nie ma nakrętek...
Więc do castoramy po nakrętki.
Po powrocie do domku okazało się, że śrubki nie są od tego bagażnika - są za krótkie.
Więc znowu do castoramy po śrubki...
Bagażnik jeszcze nie zmontowany więc nie wiem co będzie dalej ;)
Podsumowanie kwietnia
Pierwszy miesiąc w moim życiu, w którym nie opuściłam ani jednego dnia na rowerze ;)))
Hip hip hurra!!!
Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających ;)
Dzisiaj pomieszanie z poplątaniem...
Nigdy nie zostawiałam niczego na ostatnią chwilę... teraz był mój pierwszy raz i niestety przez to było pomieszanie z poplataniem ;)
Rankiem na Kellysku z pracy na dworzec PKP w D.G.
Później z serwisu Meridką.
Następnie "odebrać przesyłkę konduktorską nadaną w Bydgoszczy ;)"

Następnie wymiana koron, zakup bagażnika.
I do domku, bo zaczęło padać ;(
W domku okazało się, że bagażnik nie ma nakrętek...
Więc do castoramy po nakrętki.
Po powrocie do domku okazało się, że śrubki nie są od tego bagażnika - są za krótkie.
Więc znowu do castoramy po śrubki...
Bagażnik jeszcze nie zmontowany więc nie wiem co będzie dalej ;)
Podsumowanie kwietnia
Pierwszy miesiąc w moim życiu, w którym nie opuściłam ani jednego dnia na rowerze ;)))
Hip hip hurra!!!
Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających ;)
- DST 32.57km
- Teren 2.00km
- Czas 04:49
- VAVG 6.76km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 29 kwietnia 2008
Kategoria Z nie swoimi rzeczami- C by Wiki, We dwoje - ja i mój rowerek ;)))
Mój pierwszy raz...
Mój pierwszy raz...
Mój pierwszy raz... od niepamiętnych czasów w dżinsach na rowerze :(((
Masakra!!!
W dżinsach i bez spd - odwieźć rower do serwisu - wymiana pancerzy i linek do hamulców.
Wszystkiego najlepszego...
Pewnej Parze
Moni(cz)ka życzy ;D
Po południu Kellyskiem do serwisu - po lampki, które zostały na Meridce i po pompkę.
Przy okazji "pan doktor" zbadał Kellyska, tzn. zrobił mu przegląd gwarancyjny ;)))
Wieczorem - do pracy - nie standardowo ;) bo na przystanek po koleżankę i około kilometra tempem spacerowym - jako obstawa koleżanki ;) dlatego taka słaba średnia jak na rumaka pościgowego ;)
Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających ;)
Mój pierwszy raz... od niepamiętnych czasów w dżinsach na rowerze :(((
Masakra!!!
W dżinsach i bez spd - odwieźć rower do serwisu - wymiana pancerzy i linek do hamulców.
Wszystkiego najlepszego...
Pewnej Parze
Moni(cz)ka życzy ;D
Po południu Kellyskiem do serwisu - po lampki, które zostały na Meridce i po pompkę.
Przy okazji "pan doktor" zbadał Kellyska, tzn. zrobił mu przegląd gwarancyjny ;)))
Wieczorem - do pracy - nie standardowo ;) bo na przystanek po koleżankę i około kilometra tempem spacerowym - jako obstawa koleżanki ;) dlatego taka słaba średnia jak na rumaka pościgowego ;)
Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających ;)
- DST 23.28km
- Czas 01:24
- VAVG 16.63km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 28 kwietnia 2008
Kategoria Do pracy / z pracy, We dwoje - ja i mój rowerek ;)))
Niech ktoś zatrzyma wreszcie świat, ja wysiadam,
Na pierwszej stacji, teraz, tu!
Niech ktoś zatrzyma wreszcie świat, bo wysiadam,<
Niech ktoś zatrzyma wreszcie świat, ja wysiadam,
Na pierwszej stacji, teraz, tu!
Niech ktoś zatrzyma wreszcie świat, bo wysiadam,
Przez życie nie chce gnać bez tchu
Rankiem - z pracy.
Mimo całkowitego zamarznięcia cieszę się, że było tak zimno - przynajmniej nie usnęłam za kierą bike'a ;)
Moje łysole ;)

"Odchudzony" rumak ;)

Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających ;)
Na pierwszej stacji, teraz, tu!
Niech ktoś zatrzyma wreszcie świat, bo wysiadam,
Przez życie nie chce gnać bez tchu
Rankiem - z pracy.
Mimo całkowitego zamarznięcia cieszę się, że było tak zimno - przynajmniej nie usnęłam za kierą bike'a ;)
Moje łysole ;)

"Odchudzony" rumak ;)

Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających ;)
- DST 16.23km
- Teren 1.00km
- Czas 00:50
- VAVG 19.48km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 27 kwietnia 2008
Naprawdę nie chcę Cię podglądać,
Lecz jakaś siła ode mnie żąda,
Bym obserwował Cię do rana,
Kto Ciebie uwodzi, kto Cię dot
Naprawdę nie chcę Cię podglądać,
Lecz jakaś siła ode mnie żąda,
Bym obserwował Cię do rana,
Kto Ciebie uwodzi, kto Cię dotyka, kto Cię zniewala.
Choć jestem zwykłym podglądaczem,
Te zdrady z góry Ci wybaczam,
Bo po północy znowu sama,
Naga, zasypiasz sama, zasypiasz naga, zasypiasz naga i sama.
Zasypiasz sama
Płacząc w swoim wielkim łóżku,
Zasypiasz naga
Choć nie patrzy teraz nikt.
I każdy mówi Ci że kocha,
Wieczorem kwitnie wielki romans,
A rano budzisz się samotna...
Rankiem - z pracy - standardowo.
Katowice budzą się do życia ;)

Tramwaj do kolekcji - tramwaj a'la komuna ;) - chyba takich najwiecej spotyka się na naszych regionalnych szynach.

Zmiana pulpitu... ;)))

Dzisiaj, pierwszy raz w tym roku pojeździłam z młodą kadrą, czyli młodą bikerką AniąK

Po przejechaniu przez ulicę awaria – urwał się błotnik ;)

To nic – pakujemy go do plecaka i ruszamy dalej ;)
Chodnikami, na okrągło docieramy do parku Hallera, gdzie jest pierwszy postój (Ania mówi: „Monia, wiesz, że ja od rana nic nie piłam?”)
Chwila konsternacji i ruszamy dalej ;)

Docieramy na Pogorię, gdzie bawimy się w rzucanie kamieni do Pogorii (kto dalej?)

i czekamy na Kamila z rodzinką ;)
Czyli L.B. ;)
Młodzież zacięcie gra w piłkarzyki ;)

Z Pogorii udajemy się na Manhattan, gdzie Ania namawia mnie na zabawę na placu zabaw ;)

Było pięknie ;) Cieszę się, że Ani się podobało i powiedziała: "Fajnie było, cały dzień na świeżym powietrzu i nie nudziłam się" ;)
Wracam do domku Manhattan – Mydlice, a wieczorkiem do pracy - standardowo ;)
Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających ;)
Lecz jakaś siła ode mnie żąda,
Bym obserwował Cię do rana,
Kto Ciebie uwodzi, kto Cię dotyka, kto Cię zniewala.
Choć jestem zwykłym podglądaczem,
Te zdrady z góry Ci wybaczam,
Bo po północy znowu sama,
Naga, zasypiasz sama, zasypiasz naga, zasypiasz naga i sama.
Zasypiasz sama
Płacząc w swoim wielkim łóżku,
Zasypiasz naga
Choć nie patrzy teraz nikt.
I każdy mówi Ci że kocha,
Wieczorem kwitnie wielki romans,
A rano budzisz się samotna...
Rankiem - z pracy - standardowo.
Katowice budzą się do życia ;)

Tramwaj do kolekcji - tramwaj a'la komuna ;) - chyba takich najwiecej spotyka się na naszych regionalnych szynach.

Zmiana pulpitu... ;)))

Dzisiaj, pierwszy raz w tym roku pojeździłam z młodą kadrą, czyli młodą bikerką AniąK

Po przejechaniu przez ulicę awaria – urwał się błotnik ;)

To nic – pakujemy go do plecaka i ruszamy dalej ;)
Chodnikami, na okrągło docieramy do parku Hallera, gdzie jest pierwszy postój (Ania mówi: „Monia, wiesz, że ja od rana nic nie piłam?”)
Chwila konsternacji i ruszamy dalej ;)

Docieramy na Pogorię, gdzie bawimy się w rzucanie kamieni do Pogorii (kto dalej?)

i czekamy na Kamila z rodzinką ;)
Czyli L.B. ;)
Młodzież zacięcie gra w piłkarzyki ;)

Z Pogorii udajemy się na Manhattan, gdzie Ania namawia mnie na zabawę na placu zabaw ;)

Było pięknie ;) Cieszę się, że Ani się podobało i powiedziała: "Fajnie było, cały dzień na świeżym powietrzu i nie nudziłam się" ;)
Wracam do domku Manhattan – Mydlice, a wieczorkiem do pracy - standardowo ;)
Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających ;)
- DST 48.29km
- Teren 1.00km
- Czas 03:20
- VAVG 14.49km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 26 kwietnia 2008
Kategoria We dwoje - ja i mój rowerek ;))), Ponad 100 km ;), Do pracy / z pracy
Pierwsza...
Pierwsza by zobaczyć Twoje oczy.
Druga...
Druga by zobaczyć Twoje usta.
Trzecia...
Trzecia by zobaczy
Pierwsza...
Pierwsza by zobaczyć Twoje oczy.
Druga...
Druga by zobaczyć Twoje usta.
Trzecia...
Trzecia by zobaczyć całą Twoją twarz.
Trzy zapałki kolejno..., trzy zapałki kolejno
Zapalone nocą...
Do trzech razy sztuka czyli niewyspany Kosmacz, zimne nogi i zamek w Chudowie ;)
Po nocce, po małych pogawędkach z kumplem, o 7:40 ruszyłam na podbój zamku w Chudowie ;) To było moje trzecie podejście... uwieńczone sukcesem ;)
Zaopatrzona w mapę, którą kupiłam dzięki DARIUSZOWI79 popedaliłam w wyznaczonym kierunku ;)
Katowice Zawodzie - Muchowiec – Ligota
Kościół na Ligocie ;)

Nastepnie Panewniki – Panewniki Stare.... i tu pobłądziłam ;)
Droga krzyżowa w Panewnikach Starych – podobała mi się ;)


Dziękuję miłemu Panu, który widząc, mnie w starej Kuźnicy nad rozpostartą mapa podjechał samochodem i mówi:
- „Do Borowej Wsi? To tam – w lewo ;) Też jeżdżę to wiem ;)”
- „Nie, nie do Borowej Wsi, do Paniowy.... (patrzę na mapę) tzn. do Paniowy przez Borową Wieś ;) dzięki ;)”
Fajną ścieżką jadę, chociaż na mapie jest to „autostrada” OMC ;)

Magnolia – żebym nie była gorsza od innych BikeStatsowiczy ;)

I tak wyjeżdżam nie tam gdzie myślałam – Pan jednak wprowadził mnie w błąd ;(
Wyjeżdżam w Borowej Wsi pod kościółkiem.
Parę fot ;)



I pedalę drogą numer 44 Mikołów – Gliwice :((((
Wjeżdżam do... ;D

Po zjechaniu z tej drogi (uff! Wreszcie!) mijam stojącą na przystanku sporą grupę rowerzystów... biją mi brawo – chyba z powodu mojego umysłu, który przyczynił się do ubrania krótkich spodenek kiedy wszyscy naubierani, bo zimno ;)
Pozdrawiam ich ręką i pedalę dalej, po chwili skręcam w prawo i robię foty kościoła.

Podjeżdża do mnie jakiś podejrzany osobnik i mówi „cześć” ;) okazuję się, że to johanbiker- ;) Pogadaliśmy troszkę i ruszyliśmy każdy w innym kierunku ;)
Ja jadę w końcu zobaczyć zamek w Chudowie ;)

Ktoś, kiedyś siedział na tych schodach ;)



Już wiem co to Skorupa ;) nawet posilam się tam ;)

Chyba widziałam około 10:00 godziny żonę Granicho bez-4 ;D
Byłam w Skorupie o 10:10, a Skorupa otwarta od 11:00 więc by nie marznąć popedaliłam do Przyszowic obejrzeć spichlerz.
Spichlerza nie znalazłam, tylko kościół.

A teraz demony i inne lachony ;)
1. Południca

2. Meluzyna

3. Diobeł

4. Strzyga

5. Utopiec

6. Skarbnik

Bikerów było dosyć dużo ;)

Z powrotem przez Zabrze,

Rudę Śląską,

Świętochłowice

Chorzów
Coś dla Młynarza ;D

W kapeluszu wystawa Jeepów ;)

Katowice – Siemianowice – Czeladź – Będzin do domku ;)
Wieczorkiem - do pracy, na wpół niestandardowo, ponieważ w celu dokręcenia do setki (sztuka dla sztuki) podjechałam na Bogucicką i zawróciłam akurat przy Pani wykonującej najstarszy zawód świata ;) (Ciekawe co sobie o mnie pomyślała ;))
Optymistyczny akcent - przejeżdżam przez tory tramwajowe, które przecinają drogę a maluch jadący za mną trąbnął, więc rzuciłam pod nosem wiązankę. Nagle odzywa się głos z ciemności :"To na mnie trąbił". A co ja na to? Zaczęłam krzyczeć ;) Może trochę mniej intensywnie jak z gakiem ale jednak ;) "Spokojnie, nie bój się" ;) Okazało się, że to kolarz jadący na kolarce, bez świateł, w kamizelce odblaskowej, dlatego malacz go ztrąbił ;) Pogadaliśmy trochę a później nasze drogi się rozjechały ;)
Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających ;)
Pierwsza by zobaczyć Twoje oczy.
Druga...
Druga by zobaczyć Twoje usta.
Trzecia...
Trzecia by zobaczyć całą Twoją twarz.
Trzy zapałki kolejno..., trzy zapałki kolejno
Zapalone nocą...
Do trzech razy sztuka czyli niewyspany Kosmacz, zimne nogi i zamek w Chudowie ;)
Po nocce, po małych pogawędkach z kumplem, o 7:40 ruszyłam na podbój zamku w Chudowie ;) To było moje trzecie podejście... uwieńczone sukcesem ;)
Zaopatrzona w mapę, którą kupiłam dzięki DARIUSZOWI79 popedaliłam w wyznaczonym kierunku ;)
Katowice Zawodzie - Muchowiec – Ligota
Kościół na Ligocie ;)

Nastepnie Panewniki – Panewniki Stare.... i tu pobłądziłam ;)
Droga krzyżowa w Panewnikach Starych – podobała mi się ;)


Dziękuję miłemu Panu, który widząc, mnie w starej Kuźnicy nad rozpostartą mapa podjechał samochodem i mówi:
- „Do Borowej Wsi? To tam – w lewo ;) Też jeżdżę to wiem ;)”
- „Nie, nie do Borowej Wsi, do Paniowy.... (patrzę na mapę) tzn. do Paniowy przez Borową Wieś ;) dzięki ;)”
Fajną ścieżką jadę, chociaż na mapie jest to „autostrada” OMC ;)

Magnolia – żebym nie była gorsza od innych BikeStatsowiczy ;)

I tak wyjeżdżam nie tam gdzie myślałam – Pan jednak wprowadził mnie w błąd ;(
Wyjeżdżam w Borowej Wsi pod kościółkiem.
Parę fot ;)



I pedalę drogą numer 44 Mikołów – Gliwice :((((
Wjeżdżam do... ;D

Po zjechaniu z tej drogi (uff! Wreszcie!) mijam stojącą na przystanku sporą grupę rowerzystów... biją mi brawo – chyba z powodu mojego umysłu, który przyczynił się do ubrania krótkich spodenek kiedy wszyscy naubierani, bo zimno ;)
Pozdrawiam ich ręką i pedalę dalej, po chwili skręcam w prawo i robię foty kościoła.

Podjeżdża do mnie jakiś podejrzany osobnik i mówi „cześć” ;) okazuję się, że to johanbiker- ;) Pogadaliśmy troszkę i ruszyliśmy każdy w innym kierunku ;)
Ja jadę w końcu zobaczyć zamek w Chudowie ;)

Ktoś, kiedyś siedział na tych schodach ;)



Już wiem co to Skorupa ;) nawet posilam się tam ;)

Chyba widziałam około 10:00 godziny żonę Granicho bez-4 ;D
Byłam w Skorupie o 10:10, a Skorupa otwarta od 11:00 więc by nie marznąć popedaliłam do Przyszowic obejrzeć spichlerz.
Spichlerza nie znalazłam, tylko kościół.

A teraz demony i inne lachony ;)
1. Południca

2. Meluzyna

3. Diobeł

4. Strzyga

5. Utopiec

6. Skarbnik

Bikerów było dosyć dużo ;)

Z powrotem przez Zabrze,

Rudę Śląską,

Świętochłowice

Chorzów
Coś dla Młynarza ;D

W kapeluszu wystawa Jeepów ;)

Katowice – Siemianowice – Czeladź – Będzin do domku ;)
Wieczorkiem - do pracy, na wpół niestandardowo, ponieważ w celu dokręcenia do setki (sztuka dla sztuki) podjechałam na Bogucicką i zawróciłam akurat przy Pani wykonującej najstarszy zawód świata ;) (Ciekawe co sobie o mnie pomyślała ;))
Optymistyczny akcent - przejeżdżam przez tory tramwajowe, które przecinają drogę a maluch jadący za mną trąbnął, więc rzuciłam pod nosem wiązankę. Nagle odzywa się głos z ciemności :"To na mnie trąbił". A co ja na to? Zaczęłam krzyczeć ;) Może trochę mniej intensywnie jak z gakiem ale jednak ;) "Spokojnie, nie bój się" ;) Okazało się, że to kolarz jadący na kolarce, bez świateł, w kamizelce odblaskowej, dlatego malacz go ztrąbił ;) Pogadaliśmy trochę a później nasze drogi się rozjechały ;)
Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających ;)
- DST 100.18km
- Teren 30.00km
- Czas 05:12
- VAVG 19.27km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 25 kwietnia 2008
Kategoria We dwoje - ja i mój rowerek ;))), Do pracy / z pracy
Znów się zepsułeś
I wiem co zrobię
Zamienię Ciebie
Na lepszy model
Nie mam do Ciebie cierpliwości,
To pewne
Znów się zepsułeś
I wiem co zrobię
Zamienię Ciebie
Na lepszy model
Nie mam do Ciebie cierpliwości,
To pewne, że już nie będę mieć.
Minął termin twojej przydatności,
Gwarancja nie obejmuje Cię.
Nie pozostawiasz mi wyboru,
Na lepszy model zmienię Cię,
Nie potrzebuję w domu złomu dłużej, nie!
Nie mam do Ciebie zaufania,
To pewne, że już nie będę mieć.
Dosyć mam twego naprawiania,
Gdy co chwilę sie psuje inna część.
Jesteś zupełnie do niczego,
A na dodatek powiem, że
Pożytku z Ciebie tu żadnego nie ma, nie!
Rankiem - z pracy - standardowo.
W południe po nowe kółka ;) (Mydlice - Manhattan i nazad ;)).
Przód - przejechał ze mną 23500 km, w tym około 5000 po Beskidach ;)
Tył - padł w tamtym roku :( pod obciążeniem.
Ani raz nie były centrowane - jak dla mnie były REWELACYJNE!!! Jazda po górskich szlakach, krawężnikach i dziurach nie zmordowała ich. Ale wszystko co dobre, kiedyś się kończy i czas na zmiany ;)
Najwyższy czas wymienić na nowe, by nie było niespodzianki, jak w tamtym roku ;)

Żegnaj... BYE, BYE MASZKARO!!!

Witajcie nówki ;)

P.S. Lampka tylnia poszła w zapomnienie... albo ją zgubiłam (mało prawdopodobne) albo ktoś się nie bał i zaj..... mi jak byłam na chwilę w Tesco rano :(((
Wieczorem - do pracy w krótkich spodenkach ;) hehehe no cóż - trzeba zacząć "sezon" ;)
Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających ;)
I wiem co zrobię
Zamienię Ciebie
Na lepszy model
Nie mam do Ciebie cierpliwości,
To pewne, że już nie będę mieć.
Minął termin twojej przydatności,
Gwarancja nie obejmuje Cię.
Nie pozostawiasz mi wyboru,
Na lepszy model zmienię Cię,
Nie potrzebuję w domu złomu dłużej, nie!
Nie mam do Ciebie zaufania,
To pewne, że już nie będę mieć.
Dosyć mam twego naprawiania,
Gdy co chwilę sie psuje inna część.
Jesteś zupełnie do niczego,
A na dodatek powiem, że
Pożytku z Ciebie tu żadnego nie ma, nie!
Rankiem - z pracy - standardowo.
W południe po nowe kółka ;) (Mydlice - Manhattan i nazad ;)).
Przód - przejechał ze mną 23500 km, w tym około 5000 po Beskidach ;)
Tył - padł w tamtym roku :( pod obciążeniem.
Ani raz nie były centrowane - jak dla mnie były REWELACYJNE!!! Jazda po górskich szlakach, krawężnikach i dziurach nie zmordowała ich. Ale wszystko co dobre, kiedyś się kończy i czas na zmiany ;)
Najwyższy czas wymienić na nowe, by nie było niespodzianki, jak w tamtym roku ;)

Żegnaj... BYE, BYE MASZKARO!!!

Witajcie nówki ;)

P.S. Lampka tylnia poszła w zapomnienie... albo ją zgubiłam (mało prawdopodobne) albo ktoś się nie bał i zaj..... mi jak byłam na chwilę w Tesco rano :(((
Wieczorem - do pracy w krótkich spodenkach ;) hehehe no cóż - trzeba zacząć "sezon" ;)
Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających ;)
- DST 44.94km
- Teren 2.00km
- Czas 02:28
- VAVG 18.22km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 24 kwietnia 2008
Kategoria Do pracy / z pracy, We dwoje - ja i mój rowerek ;)))
Ja nie chcę wiele - Ciebie i zieleń i żeby liściom było wietrznie...
Ja nie chcę wiele - Ciebie i zieleń i żeby liściom było wietrznie...
Rankiem Mydlice - Manhattan (po szlafrok dla Tatusia).
Następnie na Mydlice - odprowadzenie Tatusia do szpitala :(((
O 10:00 umówić się na wymianę pancerzy i linek (nie kombinuję bo skończy się to jak z korbą ;)) i zakupić nowe koła (Mydlice - Manhattan) (zajebiaszcze ;D) bo te moje stare są w fatalnym stanie, a nie będę przeplatać starych piast - zostawię je na zapas albo sprzedam ;)
Z powrotem, nie mogłam inaczej tylko przez Pogorię.
O jak tu pięknie!

Pewna żaba
Była słaba,
Więc przychodzi do doktora
I powiada, że jest chora.
Doktor włożył okulary,
Bo już był cokolwiek stary,
Potem ją dokładnie zbadał,
No, i wreszcie tak powiada:
"Pani zanadto się poci,
Niech pani unika wilgoci,
Niech pani się czasem nie kąpie,
Niech pani nie siada przy pompie,
Niech pani deszczu unika,
Niech pani nie pływa w strumykach,
Niech pani wody nie pija,
Niech pani kałuże omija,
Niech pani nie myje się z rana,
Niech pani, pani kochana,
Na siebie chucha i dmucha,
Bo pani musi być sucha!"
Wraca żaba od doktora,
Myśli sobie: "Jestem chora,
A doktora chora słucha,
Mam być sucha - będę sucha!"
Leczyła się żaba, leczyła,
Suszyła się żaba, suszyła,
Aż wyschła tak, że po troszku
Została z niej garstka proszku.
A doktor drapie się w ucho:
"Nie uszło jej to na sucho!"


W domu nie działa mi GG!!!!! Tzn. za 20 razem może uda mi się połączyć!!!! CO to jakaś plaga albo wszystkie urządzenia przeciwstawiły mi się????
Wieczorkiem - do pracy - standardowo ;)
Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających ;)
Rankiem Mydlice - Manhattan (po szlafrok dla Tatusia).
Następnie na Mydlice - odprowadzenie Tatusia do szpitala :(((
O 10:00 umówić się na wymianę pancerzy i linek (nie kombinuję bo skończy się to jak z korbą ;)) i zakupić nowe koła (Mydlice - Manhattan) (zajebiaszcze ;D) bo te moje stare są w fatalnym stanie, a nie będę przeplatać starych piast - zostawię je na zapas albo sprzedam ;)
Z powrotem, nie mogłam inaczej tylko przez Pogorię.
O jak tu pięknie!

Pewna żaba
Była słaba,
Więc przychodzi do doktora
I powiada, że jest chora.
Doktor włożył okulary,
Bo już był cokolwiek stary,
Potem ją dokładnie zbadał,
No, i wreszcie tak powiada:
"Pani zanadto się poci,
Niech pani unika wilgoci,
Niech pani się czasem nie kąpie,
Niech pani nie siada przy pompie,
Niech pani deszczu unika,
Niech pani nie pływa w strumykach,
Niech pani wody nie pija,
Niech pani kałuże omija,
Niech pani nie myje się z rana,
Niech pani, pani kochana,
Na siebie chucha i dmucha,
Bo pani musi być sucha!"
Wraca żaba od doktora,
Myśli sobie: "Jestem chora,
A doktora chora słucha,
Mam być sucha - będę sucha!"
Leczyła się żaba, leczyła,
Suszyła się żaba, suszyła,
Aż wyschła tak, że po troszku
Została z niej garstka proszku.
A doktor drapie się w ucho:
"Nie uszło jej to na sucho!"


W domu nie działa mi GG!!!!! Tzn. za 20 razem może uda mi się połączyć!!!! CO to jakaś plaga albo wszystkie urządzenia przeciwstawiły mi się????
Wieczorkiem - do pracy - standardowo ;)
Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających ;)
- DST 41.37km
- Czas 02:21
- VAVG 17.60km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 23 kwietnia 2008
Kategoria We dwoje - ja i mój rowerek ;))), Do pracy / z pracy
Naciskam ręką ruchomą ścianę,
lecz ona wciąż trwa...
Jeszcze pogładzę ją palcami i odchodzę,
nie przyjdę tu sam...
Od
Naciskam ręką ruchomą ścianę,
lecz ona wciąż trwa...
Jeszcze pogładzę ją palcami i odchodzę,
nie przyjdę tu sam...
Od ludzi dumnych, kruchych jak sława,
Ty oddzielaj nas,
Od nienawiści, idei Marsa,
Ty oddzielaj nas,
Oooo Przed pustką ochroń nas...
Przed błędnym hasłem, słowem,
zasłoń nas.
Będziemy wzmacniać i przesuwać Cię tak,
byś naprzód szła.
I podeprzemy Cię swoja siłą,
gdy będziesz sie chwiać.
A kiedy, kiedy przyjdzie już czas,
my zburzymy Cię
I zbudujemy przepiękny pałac,
on jest naszym snem.
Do pracy - standardowo.
Ogólnie chujnia z myjnią... :(((
Tylko średnia, jak na mnie wyszła rewelacyjna ale to z powodu pośpiechu do pracy...
Po pracy - standardowo ale z lepszym humorkiem już ;D
Cykałam troszkę - jak zwykle foty nocne beznadziejne :((( chyba się zamknę w sobie i trzasnę drzwiami :((((((
Stawiki - nie takie straszne jak jest półmrok ;D


Sosnowiec - kościół - autobus właśnie przemknął ;)

Sosnowiec - kościół - bez autobusu ale za to z rozmazaniem ;P

No i nie wierzyłam ale zobaczyłam i uwierzyłam - dioda swiadcząca o umieraniu baterii ;D

Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających ;)
lecz ona wciąż trwa...
Jeszcze pogładzę ją palcami i odchodzę,
nie przyjdę tu sam...
Od ludzi dumnych, kruchych jak sława,
Ty oddzielaj nas,
Od nienawiści, idei Marsa,
Ty oddzielaj nas,
Oooo Przed pustką ochroń nas...
Przed błędnym hasłem, słowem,
zasłoń nas.
Będziemy wzmacniać i przesuwać Cię tak,
byś naprzód szła.
I podeprzemy Cię swoja siłą,
gdy będziesz sie chwiać.
A kiedy, kiedy przyjdzie już czas,
my zburzymy Cię
I zbudujemy przepiękny pałac,
on jest naszym snem.
Do pracy - standardowo.
Ogólnie chujnia z myjnią... :(((
Tylko średnia, jak na mnie wyszła rewelacyjna ale to z powodu pośpiechu do pracy...
Po pracy - standardowo ale z lepszym humorkiem już ;D
Cykałam troszkę - jak zwykle foty nocne beznadziejne :((( chyba się zamknę w sobie i trzasnę drzwiami :((((((
Stawiki - nie takie straszne jak jest półmrok ;D


Sosnowiec - kościół - autobus właśnie przemknął ;)

Sosnowiec - kościół - bez autobusu ale za to z rozmazaniem ;P

No i nie wierzyłam ale zobaczyłam i uwierzyłam - dioda swiadcząca o umieraniu baterii ;D

Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających ;)
- DST 32.66km
- Teren 2.00km
- Czas 01:37
- VAVG 20.20km/h
- Aktywność Jazda na rowerze







