Piątek, 14 września 2007
Kategoria We dwoje - ja i mój rowerek ;)))
Do Brata przez Pogorię.
Do Brata przez Pogorię.
Wreszcie dosiadłam mój kochany rowerek.
Z butami jednak się pożegnam - masakra - za ciasne :(((((
Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających ;)
Wreszcie dosiadłam mój kochany rowerek.
Z butami jednak się pożegnam - masakra - za ciasne :(((((
Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających ;)
- DST 14.02km
- Teren 6.00km
- Czas 00:44
- VAVG 19.12km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 4 września 2007
Kategoria We dwoje - ja i mój rowerek ;)))
Home, sweet home
Home, sweet home
Do Bratanicy z pamiątkami z Zakopanego ;)
Owieczka nie ma już uśmiechu - skutecznie go zniwelowała Moja Kochana 9-miesięczna Bratanica Marta ;)
No i dobrze - niech owca wie, że życie to nie rurka z kremem ;)
To tyle na dzisiaj. Wieczór sponsorowany przez browar Żywiecki ;)
Kolano boli, kaszel męczy, buty za ciasne, napęd przeskakuje ale ŻYCIE JEST PIĘKNE ;)))
Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających ;)
_____________________________________________________________________________
Zdjęcia z Tatr znajdziecie TUTAJ Opisy się rodzą dopiero ;))))))
Tylko jedno zdjęcie - specjal 4 Aga ;)
Łowiecki Agnieszki ;)

Do Bratanicy z pamiątkami z Zakopanego ;)
Owieczka nie ma już uśmiechu - skutecznie go zniwelowała Moja Kochana 9-miesięczna Bratanica Marta ;)
No i dobrze - niech owca wie, że życie to nie rurka z kremem ;)
To tyle na dzisiaj. Wieczór sponsorowany przez browar Żywiecki ;)
Kolano boli, kaszel męczy, buty za ciasne, napęd przeskakuje ale ŻYCIE JEST PIĘKNE ;)))
Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających ;)
_____________________________________________________________________________
Zdjęcia z Tatr znajdziecie TUTAJ Opisy się rodzą dopiero ;))))))
Tylko jedno zdjęcie - specjal 4 Aga ;)
Łowiecki Agnieszki ;)

- DST 10.08km
- Czas 00:34
- VAVG 17.79km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 25 sierpnia 2007
Kategoria W towarzystwie ;)
Droga przez mękę
Droga przez mękę
czyli
Cierp ciało jak żeś chciało...
Po nieprzespanej nocy - spacer z obładowanym plecakiem przez prawie całą Dąbrowę na przystanek, z którego autobus nie odjeżdża..... I tutaj pragnę powiedzieć, że zamiast trzymać się moich ulubionych mott życiowych: "Umiesz liczyć - licz na siebie", "Nie ufoj nikomu" dałam się ponieść emocjom i zaufałam osobie, która niestety dokładnie nie sprawdziła :(((((((((((
Tak więc noc przetrwałam na dworze na różnych przystankach w oczekiwaniu na kolejne busy...
O 6:20 odwróciłam się na pięcie i poszłam do domu. Dodatkowo podjeżdżając autobusem OMC (o mało co) zostałabym złapana przez kanara (kanar w sobotę o 6:30 w autobusie- - oni nie mają co robić???). Dzięki naiwności i panice nastolatek, może dwudziestolatek zostałam uratowana przed karą ;)))))
Poszłam więc odespać noc... dzisiaj zero Tatr.... :(((((
Po pobudce udałam się do Tatusia w celu zamontowania bloków na moich nowych, przyciasnych butach :(
Do Tatusia:
Mydlice – Pogoria III – Ząbkowice – Łosień (w towarzystwie Znajomego T.)
Po zamontowaniu bloków, ubrałam buty i wsadziłam moje nogi pod kran... zmoczyłam buty i poczułam ulgę – mniej cisną.... Pragnę dopowiedzieć, że na długość są ok. tylko szerokość – przód trochę cisną :(
Wracając od Tatusia, w Łośniu spotkałam gak_bike, który zaproponował mi wspólną przejażdżkę.
Zgodziłam się mimo Jego zawrotnej prędkości ;) – nie mogę tak zaniedbywać Znajomych ;)
Zatem podróż powrotna przebiegała przez: Łosień – Łęka – Tucznawa – Chruszczobród – Gołuchowice – Siewierz – Trzebiesławice – Pogoria IV – tutaj rozstaliśmy się gak pojechał pełnić obowiazki ;D
Ja pojechałam na Pogorię III na ławeczkę ;) posiedziałam z godzinę, pogadałam ze Znajomym i pojechałam do domku.
Przez te wszystkie kilometry czułam moje buty upierdliwie uwierające moje stopki :(
Ludzie dziwnie się patrzyli gdy podjechałam do Pogorii, położyłam rower i weszłam w butach do wody po kostki... uśmiechnęłam się i wyszłam ;))))
A w ogóle kupiłam gazowaną wodę mineralną 1,5 litra „Cisowiankę”
Gazowana Cisowianka przynosi ulgę w przypadku cisnących butów, hehehehehe.
A oto kilka fotek moich dzisiejszych ciemiężców:



Naprawdę są piękne... ale nie wszystko złoto co się świeci, mam nadzieję, że się rozejdą troszkę :(
Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających ;)
____________________________________________________________________
Zdjęcia z Tatr znajdziecie TUTAJ Opisy się rodzą dopiero ;))))))
czyli
Cierp ciało jak żeś chciało...
Po nieprzespanej nocy - spacer z obładowanym plecakiem przez prawie całą Dąbrowę na przystanek, z którego autobus nie odjeżdża..... I tutaj pragnę powiedzieć, że zamiast trzymać się moich ulubionych mott życiowych: "Umiesz liczyć - licz na siebie", "Nie ufoj nikomu" dałam się ponieść emocjom i zaufałam osobie, która niestety dokładnie nie sprawdziła :(((((((((((
Tak więc noc przetrwałam na dworze na różnych przystankach w oczekiwaniu na kolejne busy...
O 6:20 odwróciłam się na pięcie i poszłam do domu. Dodatkowo podjeżdżając autobusem OMC (o mało co) zostałabym złapana przez kanara (kanar w sobotę o 6:30 w autobusie- - oni nie mają co robić???). Dzięki naiwności i panice nastolatek, może dwudziestolatek zostałam uratowana przed karą ;)))))
Poszłam więc odespać noc... dzisiaj zero Tatr.... :(((((
Po pobudce udałam się do Tatusia w celu zamontowania bloków na moich nowych, przyciasnych butach :(
Do Tatusia:
Mydlice – Pogoria III – Ząbkowice – Łosień (w towarzystwie Znajomego T.)
Po zamontowaniu bloków, ubrałam buty i wsadziłam moje nogi pod kran... zmoczyłam buty i poczułam ulgę – mniej cisną.... Pragnę dopowiedzieć, że na długość są ok. tylko szerokość – przód trochę cisną :(
Wracając od Tatusia, w Łośniu spotkałam gak_bike, który zaproponował mi wspólną przejażdżkę.
Zgodziłam się mimo Jego zawrotnej prędkości ;) – nie mogę tak zaniedbywać Znajomych ;)
Zatem podróż powrotna przebiegała przez: Łosień – Łęka – Tucznawa – Chruszczobród – Gołuchowice – Siewierz – Trzebiesławice – Pogoria IV – tutaj rozstaliśmy się gak pojechał pełnić obowiazki ;D
Ja pojechałam na Pogorię III na ławeczkę ;) posiedziałam z godzinę, pogadałam ze Znajomym i pojechałam do domku.
Przez te wszystkie kilometry czułam moje buty upierdliwie uwierające moje stopki :(
Ludzie dziwnie się patrzyli gdy podjechałam do Pogorii, położyłam rower i weszłam w butach do wody po kostki... uśmiechnęłam się i wyszłam ;))))
A w ogóle kupiłam gazowaną wodę mineralną 1,5 litra „Cisowiankę”
Gazowana Cisowianka przynosi ulgę w przypadku cisnących butów, hehehehehe.
A oto kilka fotek moich dzisiejszych ciemiężców:



Naprawdę są piękne... ale nie wszystko złoto co się świeci, mam nadzieję, że się rozejdą troszkę :(
Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających ;)
____________________________________________________________________
Zdjęcia z Tatr znajdziecie TUTAJ Opisy się rodzą dopiero ;))))))
- DST 58.71km
- Teren 10.00km
- Czas 02:47
- VAVG 21.09km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 24 sierpnia 2007
Kategoria We dwoje - ja i mój rowerek ;))), Do pracy / z pracy
Pożegnanie z bronią...
Pożegnanie z bronią...
Może nie z bronią tylko z Dąbrową i z Bikestats.......
Z racji tego, że w nocy dzisiaj wybywam w moje kochane Tatry pojechałam do Brata po karciochę pamięciochę do aparatu - nigdy nie za wiele ;)
Mydlice - Manhattan.
Od Brata przez Pogorię - posiadówa na ławeczce przez około 15 minut i powrót do domku.
Teraz się pakuję i o 3:15 wyruszam do Zakopca by zdobywać szczyty ;)))))
Rower wieszam na kołku, tzn na hakach :(((
Znowu będę podziwiać takie widoki:




No i jeszcze to - to jest mój przyjaciel, wróg, kochanek przez następne x dni... Jego pokocham, znienawidzę, on zada mi ból i dostarczy wielu radości ;)

Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających ;)
I do.... przeczytania, zobaczenia, usłyszenia... mam nadzieję ;)
Może nie z bronią tylko z Dąbrową i z Bikestats.......
Z racji tego, że w nocy dzisiaj wybywam w moje kochane Tatry pojechałam do Brata po karciochę pamięciochę do aparatu - nigdy nie za wiele ;)
Mydlice - Manhattan.
Od Brata przez Pogorię - posiadówa na ławeczce przez około 15 minut i powrót do domku.
Teraz się pakuję i o 3:15 wyruszam do Zakopca by zdobywać szczyty ;)))))
Rower wieszam na kołku, tzn na hakach :(((
Znowu będę podziwiać takie widoki:




No i jeszcze to - to jest mój przyjaciel, wróg, kochanek przez następne x dni... Jego pokocham, znienawidzę, on zada mi ból i dostarczy wielu radości ;)

Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających ;)
I do.... przeczytania, zobaczenia, usłyszenia... mam nadzieję ;)
- DST 19.35km
- Teren 6.00km
- Czas 01:03
- VAVG 18.43km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 22 sierpnia 2007
Kategoria We dwoje - ja i mój rowerek ;))), Do pracy / z pracy
Ciężko mi się ostatnio wstaje...
Ciężko mi się ostatnio wstaje... :(
Rankiem (wczesnym) do pracy.
Później powrót z pracy - standard.
Rowerowanie na dzień dzisiejszy zakończyłam by skończyć zabudowanie licznika energii elektrycznej, który wyglądał tak ;)

Teraz wygląda tak:

Goście nie będą musieli prosić mnie o włączenie światła w łazience - zrobiło się jakby bezpieczniej, hihihihi ;)
Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających ;)
Rankiem (wczesnym) do pracy.
Później powrót z pracy - standard.
Rowerowanie na dzień dzisiejszy zakończyłam by skończyć zabudowanie licznika energii elektrycznej, który wyglądał tak ;)

Teraz wygląda tak:

Goście nie będą musieli prosić mnie o włączenie światła w łazience - zrobiło się jakby bezpieczniej, hihihihi ;)
Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających ;)
- DST 32.43km
- Teren 2.00km
- Czas 01:45
- VAVG 18.53km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 21 sierpnia 2007
Kategoria Do pracy / z pracy
Żyj szybko, kochaj mocno i umieraj młodo....
Żyj szybko, kochaj mocno i umieraj młodo....
Tak – dzisiaj było szybko ;)
Zaczęło się od budzika... Fleszar śpiewał mi od 4:30 „Krawędzią dnia, na przekór własnym pragnieniom idę sam, by znaleźć ślad, bez celów, przyczyn ot tak..”
Jakoś nie chciało mi się znajdować celów o 4:30... z uporem maniaka przestawiałam więc budzik z godziny na godzinę...
... Tymczasem nastała godzina 5:45... Pomyślałam: „O k....”
Wyskoczyłam z łóżka i zaczęłam misterną czynność jaką jest rozczesywanie włosów po wieczornym myciu..... zeszło mi jakieś 10 minut i wielki kłak moich byłych włosów wylądował w ubikacji – chyba będę zbierać do worka i sprzedam na perukę ;)
Tym oto sposobem zrobiła się godzina 6:00. Do pracy miałam na 7:00. Zawsze wyjeżdżam około 1 godzinę 15 minut wcześniej...
Ruszyłam więc „z piskiem opon” ;)
Przy stawikach wyprzedził mnie biker, z którym mijałam się codziennie w ostatnim tygodniu – jadąc w przeciwnym kierunku po pracy.. Wyprzedził więc moja uśpiona dusza ścigacza obudziła się i zaczęłam go gonić... co też mi się udało ;) No i dobrze – nadrobiłam trochę na czasie ;)
Później monotonia – praca ...
Po pracy ruszyłam nie standardowo, ponieważ cel był wcześniej wyznaczony – Łosień i wiadomo Kto ;))))
Katowice – Stawiki – Sosnowiec – Zagórze.....
Jadąc z Zagórza na Staszic wyprzedził mnie Kolarz... te kolarskie łydki i uda.... oj moje nogi nie mogły spokojnie kręcić – zaczęłam Go gonić...
I jakież było moje zdziwienie gdy osiągałam prędkość 42 – 46 km/h – dla mnie to prędkość wręcz kosmiczna ;) nie ma jak dobra motywacja, hihihih – widok kolarskich ud – bezcenne – resztę kupisz płacąc kartą Mastercard ;)
Jak Go dogoniłam siedziałam Mu na kole i jechaliśmy z prędkością 35 – 45 km/h – w ogóle tego nie czułam ;) No ale wszystko co piękne szybko się kończy :( był znak STOP – prawie wjechałam Mu w ..... ;P Później prysnął do przodu wyczuwając lukę w sznurze samochodowym.. ja zostałam i tak było pięknie ;)
Później mijałam Go jak stał na poboczu... ;)
No i tak było z tym pędzeniem dzisiaj ;)
Później Tatuś... miałam wymienić oponki na łysole ale były inne zajęcia u Tatusia ... ;)
Wracałam koło Huty przez Pogorię.. posiedziałam godzinkę na ławeczce i do domku ;)
Ale mnie dzisiaj wena twórcza męczy ;)
Kończę już bo i tak pewnie większość z Was nie przeczytała tego do końca... ;)
Zdjęć nie ma a szkoda – śliczne oświetlenie było na Pogorii ;D
I jeszcze optymistyczny akcent:
Deszcz meteorów z 31 sierpnia na 1 wrzesień lub z 1 września na 2... będę wtedy w Tatrach!!!! Full wypas ;)
Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających ;)
Tak – dzisiaj było szybko ;)
Zaczęło się od budzika... Fleszar śpiewał mi od 4:30 „Krawędzią dnia, na przekór własnym pragnieniom idę sam, by znaleźć ślad, bez celów, przyczyn ot tak..”
Jakoś nie chciało mi się znajdować celów o 4:30... z uporem maniaka przestawiałam więc budzik z godziny na godzinę...
... Tymczasem nastała godzina 5:45... Pomyślałam: „O k....”
Wyskoczyłam z łóżka i zaczęłam misterną czynność jaką jest rozczesywanie włosów po wieczornym myciu..... zeszło mi jakieś 10 minut i wielki kłak moich byłych włosów wylądował w ubikacji – chyba będę zbierać do worka i sprzedam na perukę ;)
Tym oto sposobem zrobiła się godzina 6:00. Do pracy miałam na 7:00. Zawsze wyjeżdżam około 1 godzinę 15 minut wcześniej...
Ruszyłam więc „z piskiem opon” ;)
Przy stawikach wyprzedził mnie biker, z którym mijałam się codziennie w ostatnim tygodniu – jadąc w przeciwnym kierunku po pracy.. Wyprzedził więc moja uśpiona dusza ścigacza obudziła się i zaczęłam go gonić... co też mi się udało ;) No i dobrze – nadrobiłam trochę na czasie ;)
Później monotonia – praca ...
Po pracy ruszyłam nie standardowo, ponieważ cel był wcześniej wyznaczony – Łosień i wiadomo Kto ;))))
Katowice – Stawiki – Sosnowiec – Zagórze.....
Jadąc z Zagórza na Staszic wyprzedził mnie Kolarz... te kolarskie łydki i uda.... oj moje nogi nie mogły spokojnie kręcić – zaczęłam Go gonić...
I jakież było moje zdziwienie gdy osiągałam prędkość 42 – 46 km/h – dla mnie to prędkość wręcz kosmiczna ;) nie ma jak dobra motywacja, hihihih – widok kolarskich ud – bezcenne – resztę kupisz płacąc kartą Mastercard ;)
Jak Go dogoniłam siedziałam Mu na kole i jechaliśmy z prędkością 35 – 45 km/h – w ogóle tego nie czułam ;) No ale wszystko co piękne szybko się kończy :( był znak STOP – prawie wjechałam Mu w ..... ;P Później prysnął do przodu wyczuwając lukę w sznurze samochodowym.. ja zostałam i tak było pięknie ;)
Później mijałam Go jak stał na poboczu... ;)
No i tak było z tym pędzeniem dzisiaj ;)
Później Tatuś... miałam wymienić oponki na łysole ale były inne zajęcia u Tatusia ... ;)
Wracałam koło Huty przez Pogorię.. posiedziałam godzinkę na ławeczce i do domku ;)
Ale mnie dzisiaj wena twórcza męczy ;)
Kończę już bo i tak pewnie większość z Was nie przeczytała tego do końca... ;)
Zdjęć nie ma a szkoda – śliczne oświetlenie było na Pogorii ;D
I jeszcze optymistyczny akcent:
Deszcz meteorów z 31 sierpnia na 1 wrzesień lub z 1 września na 2... będę wtedy w Tatrach!!!! Full wypas ;)
Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających ;)
- DST 67.84km
- Teren 10.00km
- Czas 03:05
- VAVG 22.00km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 20 sierpnia 2007
Kategoria Do pracy / z pracy, We dwoje - ja i mój rowerek ;)))
____________________________________
Z pracy
____________________________________
Z pracy - standard.
Wieczorem do Brata (Mydlice - Manhattan) i z powrotem ;)
Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających ;)
Z pracy - standard.
Wieczorem do Brata (Mydlice - Manhattan) i z powrotem ;)
Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających ;)
- DST 26.36km
- Teren 1.00km
- Czas 01:25
- VAVG 18.61km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 19 sierpnia 2007
Kategoria We dwoje - ja i mój rowerek ;))), Do pracy / z pracy
Anioły gdy spadają, nie wiedzą gdzie jest dno...
Anioły łatwo złamać - pułapek na nie znam ze sto...
Anioły są naiwne i zawsze myś
Anioły gdy spadają, nie wiedzą gdzie jest dno...
Anioły łatwo złamać - pułapek na nie znam ze sto...
Anioły są naiwne i zawsze myślą, że to całe zło ominie właśnie je...
Anioły uwięzione, nie widzą wokół krat...
Z pracy - standard ;D
Później do centrum do Koleżanki ;)
Do pracy - nie standardowo przez Będzin i Sosnowiec ;)
Anioły na ogrodzeniu cmentarza w Będzinie.




Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających ;)
Anioły łatwo złamać - pułapek na nie znam ze sto...
Anioły są naiwne i zawsze myślą, że to całe zło ominie właśnie je...
Anioły uwięzione, nie widzą wokół krat...
Z pracy - standard ;D
Później do centrum do Koleżanki ;)
Do pracy - nie standardowo przez Będzin i Sosnowiec ;)
Anioły na ogrodzeniu cmentarza w Będzinie.




Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających ;)
- DST 40.20km
- Teren 2.00km
- Czas 02:03
- VAVG 19.61km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 18 sierpnia 2007
Kategoria We dwoje - ja i mój rowerek ;))), Do pracy / z pracy
R.I.P.
R.I.P.
Moje kochane buty z kota umarły śmiercią naturalną... :((((
Były boskie!!!! Przeżyły ze mną 6 sezonów... nie oszczędzałam ich - góry, kamienie, błoto, piasek, mróz, deszcz, śnieg i takie tam.
Rewelacyjne buty!!! Polecam każdemu ten model.
Teraz niestety wyglądają jak obraz nędzy i rozpaczy.


Zakupiłam dzisiaj więc nowe butki...
Zobaczymy co to będzie jak przyjdzie przesyłka.... ;)
A popedaliłam z pracy - BAAAAAAARDZO WOLNO - obudził się we mnie leniwiec ;)
Do pracy - standard...
Mam przejechane w tym roku
5699.41 km,
hehehe pozdrowienia dla Tego, który lubi liczbę 69 ;)))
Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających ;)
Moje kochane buty z kota umarły śmiercią naturalną... :((((
Były boskie!!!! Przeżyły ze mną 6 sezonów... nie oszczędzałam ich - góry, kamienie, błoto, piasek, mróz, deszcz, śnieg i takie tam.
Rewelacyjne buty!!! Polecam każdemu ten model.
Teraz niestety wyglądają jak obraz nędzy i rozpaczy.


Zakupiłam dzisiaj więc nowe butki...
Zobaczymy co to będzie jak przyjdzie przesyłka.... ;)
A popedaliłam z pracy - BAAAAAAARDZO WOLNO - obudził się we mnie leniwiec ;)
Do pracy - standard...
Mam przejechane w tym roku
5699.41 km,
hehehe pozdrowienia dla Tego, który lubi liczbę 69 ;)))
Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających ;)
- DST 32.43km
- Teren 2.00km
- Czas 01:43
- VAVG 18.89km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 17 sierpnia 2007
Kategoria We dwoje - ja i mój rowerek ;))), Do pracy / z pracy
Czy można zasnąć za kierownicą bike'a?
Czy można zasnąć za kierownicą bike'a?
Po dzisiejszym powrocie z pracy, po kilku niedospanych nocach moja odpowiedź brzmi: "TAK" ;)
Przed "przymknięciem oczka" uratował mnie deszcz, który padał w nocy i nad ranem i dzięki któremu powietrze było rześkie i chłodne.
Z pracy standard.
Dziwnie jest wejść do domku, w którym niedawno roiło się od zaje...fajnych Osób :(
Spałam do 16:00 (Ups! ;))
Wieczorem - w deszczu (tzn. dżdżyło:(() do pracy - standard, a później na przystanek po Koleżankę :(
Teraz siedzę w mokrych spodenkach :((((((((( - i znowu Mój Drugi Tatuś mnie opier..........;)
Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających.
Po dzisiejszym powrocie z pracy, po kilku niedospanych nocach moja odpowiedź brzmi: "TAK" ;)
Przed "przymknięciem oczka" uratował mnie deszcz, który padał w nocy i nad ranem i dzięki któremu powietrze było rześkie i chłodne.
Z pracy standard.
Dziwnie jest wejść do domku, w którym niedawno roiło się od zaje...fajnych Osób :(
Spałam do 16:00 (Ups! ;))
Wieczorem - w deszczu (tzn. dżdżyło:(() do pracy - standard, a później na przystanek po Koleżankę :(
Teraz siedzę w mokrych spodenkach :((((((((( - i znowu Mój Drugi Tatuś mnie opier..........;)
Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających.
- DST 34.19km
- Teren 2.00km
- Czas 01:58
- VAVG 17.38km/h
- Aktywność Jazda na rowerze







